Patrzę na taniec mieczy, na bitewny szał,
Jak wasz żałosny sojusz odpiera ciosów grad.
Wiedźmini, czarownice, i ta z białym włosem,
Myślicie, że wygracie ze mną, z mrocznym losem?
Śmieję się w ciszy, gdy wasza stal lśni w mroku,
Bo żadne z was, nie może dotrzymać mi kroku.
Nie potrzebuję pazurów, by rozerwać wasze trzewia,
Moja broń to szept, który wiarę w was pogrzebie.
Zmora to ja! Wchodzę w wasze sny i dusze!
Zamieniam heroizm w strach i katusze!
Nie musicie mnie widzieć, by poczuć moją siłę,
Bo w waszych własnych głowach urządzam wam mogiłę!
Dość już oglądania, czas wkroczyć do tej gry!
Wślizguję się w umysły, jak najgorsze sny!
Wiedźmin, co ciął stwory, nagle widzi swoją śmierć!
W oczach brata obok, co będzie też jęczeć!
A ta czarownica, co ogniem paliła me demony,
Teraz płacze w panice, widząc zniszczone plony!
Swojej własnej wioski, krzyk matki słyszy w głowie!
Tak, moi drodzy, już jestem w waszej głowie!
Wasza linia obrony to dla mnie zwykły żart!
Gdy każda wasza głowa, to swój prywatny kat!
Białowłosa klęka, jej miecz upada w błoto!
Mamusie się popłaczą, dla mnie widok ten to złoto!
"To koniec" - szepczę - "przegrałaś, nim zaczęłaś",
"Twoja armia to pył, nadzieję swą wycierasz".
Jestem bronią Czarnoboga, jego tajnym asem,
Niszczę was od środka, z rekordowym czasem!
Patrzę z rozkoszą, jak wasz sojusz pęka w szwach,
Jak przyjaciel na przyjaciela patrzy jak żebrak!
To jest moja sztuka, mój taniec, moja pieśń,
Wasze stan psychiczny to chwała ma i cześć!
Legiony Pana Mroku mogą czekać z boku,
Ja sama was wykończę, w tym psychicznym amoku!
Nikt nie oprze się wizji swojej własnej klęski,
Do końca tej nocy, rozłożę was na deski!
Lecz nagle coś się zmienia, czuję opór w tej sieci,
Białowłosa wstaje, a w jej oczach gniew się świeci.
"To tylko iluzja!" - jej krzyk rozdziera ciszę,
"Mara nas nie złamie, słyszycie to, słyszycie?!".
Odrzuca moje wizje, jak zepsute owoce,
Jej wola jest z tytanu, rozświetla mroczne noce.
Wiedźmini słyszą jej głos, wracają z otchłani,
Ich oczy znowu płoną, są gniewem napędzani!
Zmora to ja! Wchodzę w wasze sny i dusze!
Zamieniam heroizm w strach i katusze!
Nie musicie mnie widzieć, by poczuć moją siłę,
Bo w waszych własnych głowach urządzam wam mogiłę!
Mój atak słabnie, gdy ich serca biją w rytm,
Wspólnej furii, co niszczy mój mroczny mit.
Czarownice splatają dłonie, tworzą tarczę z magii,
Odbijają moje szepty, jakby rade im dały.
To już nie jest rzeź, to wyrównana walka,
Ich umysły to forteca, są twarde jak skała.
Nie doceniłam siły, co płynie z ich jedności,
Muszę uderzyć mocniej, szybciej, bez litości!
Atakuję znowu, z całą potęgą mroku,
Wizje zdrady, są na każdym kroku!
Pokazuję im groby, ich zniszczone domy,
Wszystko, co kochali, w jeden pył obrócony!
Lecz oni walczą dalej, każdy cios odpierają,
Swoją wspólną siłą moje czary rozpraszają!
Ich opór mnie wkurza, ich niezłomność mnie złości,
Nie tak miało być, mieli umrzeć w mej ciemności!
Bitwa trwa, szala wciąż jest wyrównana,
Stal tnie ciała, a dusza jest szarpana.
Oni nie pękają, ja nie daję za wygraną,
To jest wojna totalna, to walka nieprzerwana.
Czuję jednak w cieniu ruch! Zbliża się mroczna siła!
Moja siostra z mroku, która już się obudziła!
Sama ich nie złamię, lecz gdy ona tu wkroczy,
Ich obrona w końcu padnie, i zamkną wszyscy oczy...