Na zgliszczach świata tronu.
Co nie posłuży już nikomu!
Siedział ten co strachem,
Zatrząsł ziemi dachem!
Lecz nadszedł czas zemsty,
Czas ruszyć do boju!
Trzy sojusze powstały,
Z popiołów i znoju!
Bebok śmiał się ostatni,
Myślał, że wygrał grę.
Lecz gniew zjednoczył wrogów,
Co siła w nich aż wre!
Pierwsze rusza Przymierze,
Władzy, cienia i złota!
Skarbnik tka sieć intrygi,
Na Beboka żywota!
Radogost wabi szepty,
W fałszywe obietnice!
Chcą złamać jego umysł,
Odsłonić tajemnice!
Atakują psychikę,
Strach walczy ze strachem!
Zasiewają zwątpienie,
Pod Beboka dachem!
"Czy jesteś niezwyciężony?"
Szepczą mu do ucha!
"Czy twój tron ze strachu,
Na pewno nie jest kruchy?!"
Lecz Bebok tylko parska,
"Głupcy! Chcecie mnie złamać?"
"Ja jestem strachem samym!"
"Wasza gra to zwykła drama!".
Odrzuca ich iluzje,
Jak natrętne muchy!
Potrzeba czegoś więcej,
Niż psychiczne tortury!
Więc dołącza Pakt Natury,
Z furią ziemi i słońca!
Bies i Czart z głębi lasu,
Z nienawiścią bez końca!
A Południca z góry,
Podpala go swym żarem!
Ich atak to jest chaos,
Cios pierwotnym czarem!
Bies rozrywa iluzje,
Pazurami ze skały!
Czart wabi manifestacje,
Fortel to doskonały!
Południca wypala strach,
Zanim zdąży się zrodzić!
Ich siła to jest żywioł,
Co musi się oswobodzić!
Bebok czuje ból fizyczny,
Choć sam w to nie wieży!
Natura go dosięga,
Z bólu aż się jeży!
Rykiem trzęsie posadami,
Jego forma drży w gniewie!
"Bestie! Jak śmiecie mnie ranić?!"
"Zginiecie w własnym niebie!".
Lecz nim zdążył zadać cios,
Niebo pękło w pół!
Dołączyła koalicja,
Potęgi, ognia i chmur!
Płanetnik zsyłał burzę,
W sam środek jego mocy!
Raróg uderza ogniem,
Jak koszmar latający!
Tornado ognia i burzy,
Uderza w króla strachu!
Pioruny kruszą cienie,
Nikt już nie czuje strachu!
To jest siła absolutna,
Gniew dwóch upokorzonych!
Co chcą spalić i zdmuchnąć,
Tego, co ich zniewolił!
Bebok wrzeszczy w agonii,
Otoczony z wszystkich stron!
Jego moc słabnie, gaśnie,
Tak jakby sam tonął!
Przymierze łamie umysł,
Pakt rani jego ciało,
Koalicja niszczy esencję,
By nic już nie zostało!
Zjednoczony front tytanów,
W jednym, wspólnym celu!
By zniszczyć króla strachu,
Co zwał się panem lęku!
Bebok słabnie, rozpada się,
Jego imperium kona!
Zwycięstwo jest o krok!
Ich zemsta jest spełniona!
Lecz strach to nie istota,
Co ginie od byle ciosu...
To jest idea... Zaraza...
Co czeka zawsze w mroku...
Bebok znika, rozpływa się...
Ale śmiech słychać w oddali...
Czy naprawdę go pokonali...?
Czy tylko go przegnali...?