Dwaj stają na wzgórzu — grom i podziemny bies,
Nigdy razem, a dziś ramię w ramię - Nastał Kres.
Naprzeciw nich królowa. Za nią cały jej dwór:
Bogowie z jej piwnicy, każdy jak martwy mur.
Zeus z gromem u boku, Heimdall z rogiem w dłoni,
Tyr jednoręki, Wodan — cały panteon jej broni.
Atena z tarczą, Apollo z łukiem, Kronos liczy czas —
Wskrzeszeni, doładowani, stoją za nią jak głaz.
A ona nie drgnie nawet, w spokoju patrzy z góry:
"Wy naprzeciw wszystkim? Grom i kret. Zabawne z was figury."
Perun unosi rękę — Weles wbija w ziemię róg,
Niebo trzeszczy nad nimi, pod stopami pęka gruz.
Piorun z góry, korzeń z dołu — na jedną stronę razem,
Pierwsza przysięga świata przemawia jednym wyrazem.
Lecz siedmiu doładowanych na dwóch — to nie jest bój.
Królowa cicho szepcze: "Zabijcie. To rozkaz mój."
BOGOWIE! Kto trzyma wasze łańcuchy dziś?
BOGOWIE! Kto kazał wam na kolanach iść?
Byliście panami nieba, morza, wojny, dnia —
CZY KRÓLOWA WAS POSIADA, CZY WCIĄŻ JESTEŚCIE, TYM KIM BYĆ SIĘ DA?
Lecz Zeus nie rusza. Patrzy. Zaciska pięść na gromie.
Bo widzi tam obu po całkiem innej stronie.
Perun i Thor. Ci sami, co gdy chciał ich kiedyś rozdzielić,
Zamiast siebie tłuc — zawarli sojusz by ich nie rozdzielić.
Ta zadra piecze do dziś. Lecz piecze też coś więcej:
Król bogów na smyczy. Ta hańba pali mu ręce.
"Zeusie!" — syczy królowa. — "Czekam. Wykonaj rozkaz."
On patrzy na Peruna. Perun na niego. Cisza jak głaz.
I nagle Zeus się odwraca — nie ku wrogom. Ku niej.
"Byłem królem Olimpu. Nie będę królowej psem."
Grom, co miał trafić Peruna, wchodzi w nią z hukiem —
A za Zeusem, jak lawina, idzie kolejny i kolejny cios z łukiem.
Apollo strzela w kark, Atena tnie w bok,
Heimdall dmie w róg — Wodan wali w krok!
Tyr jedną ręką bije, jakby miał ich dziesięć,
Grad ciosów w plecy pani, co chciała ich nieść jak rzeczy.
Tylko Kronos stoi z boku, nie tknął jej ani nie bronił —
Tytan czasu nie ma pana. Tytan czasu nie trwoni.
A z przodu Perun i Weles — grom i korzeń — cios w twarz:
Z tyłu jej własna armia. Z przodu przysięga. Zamknięty krąg. Raz.
Królowa pada na kolano. Pierwszy raz w wieczności.
Krew na wargach. Wokół — grom, korzeń, zdrada, ostrza, złości.
Wszyscy patrzą, jak drży...
...i słyszą, że nie płacze.
Niesie jej śmiech razem z czasem.
Śmiech królowej idzie w niebo, mrozi bogów i wzgórze,
Bo nikt z nich jeszcze nie wie, co ta pani trzyma w chmurze.
Dziękuję... Naprawdę. Teraz nie muszę już nikogo oszczędzać.