WYMAZANIE LUCYFERA

Legendy Polskie: Zemsta Upadłych (Sezon 9) — Odcinek 18 · premiera 2026-08-20

← WSZYSTKIE TEKSTY
Piekło odrasta powoli — skleiłem je z żaru i bólu, Król bez dworu i żony, władca popiołu i mułu. I wtedy ich zobaczyłem: schodzą ze wzgórza oboje. Ona — i ten obudzony. I wyję, bo to już nie moje. Idą przez pole spokojnie, jak państwo młodzi po weselu, A ja patrzę z ruin piekła — jeden z bardzo wielu. Tak na mnie nie spojrzała nigdy — wiem, bo liczyłem dni. Jemu wystarczyło jedno starcie — i szacunek w jej oczach lśni. Pamiętam naszą przysięgę: dwa trony, jedna korona, Piekło u naszych stóp i wieczność nieskończona. Kochałem ją całym mrokiem, każdym cieniem, każdym dniem — Ona pozwalała się kochać. Dziś już o tym wiem. NIGDY NIC NIE BYŁO MOJE — ANI TRON, ANI ONA, BYŁEM TYLKO STRÓŻEM DOMU, W KTÓRYM MIESZKAŁA KORONA! ALE JEDNO MIAŁEM WŁASNE — TO, CO CZUŁEM PRZEZ WIEKI. I ZA TO JEDNO WŁASNE — DZIŚ ZAMKNĄ MI POWIEKI. Podchodzę i staję na drodze, jak wtedy, u drzwi piwnicy. "Królowo, on tobą gra! Widzę to w jego źrenicy!" Ona nawet nie zwalnia — mija mnie, jak co dzień. Tylko on się zatrzymuje, uprzejmy jak przechodzień. Mówi do mnie łagodnie, jak lekarz nad pacjentem: "Rozumiem pana, naprawdę. Miłość bywa fundamentem. Ale pęknięty fundament to ryzyko dla budowy — A ja nie lubię ryzyka, zwłaszcza gdy plan jest gotowy." Powinienem się cofnąć — znam przecież wagę tej dłoni, Ale kto kochał eony, ten głowy przed nikim nie skłoni. Krzyczę jej prosto w plecy: "wybierz! On albo mąż!" Ona odwraca głowę — powoli, gładko, jak wąż. I uśmiecha się — uśmiechem, którego nie znałem wcale: Chorym, szyderczym, zimnym jak ostrze w krysztale. Potem patrzy na majstra i kiwa głową bez słowa — Tak się wskazuje ścianę, co do rozbiórki gotowa. On wzdycha, jak majster proszony o jedną poprawkę więcej, I mówi: "nic osobistego. To potrwa mgnienie, nie dłużej." Unosi powoli dłoń. Kciuk szuka środkowego palca. A ja nie patrzę na dłoń. Patrzę na nią. Do końca. Nie żałuję, że kochałem — to jedno było prawdziwe, Przez eony byłem stróżem, lecz uczucie miałem żywe. Chcę powiedzieć jej imię — to jedno, ostatnie słowo: "Lilith, ja cię ko—" Wybacz bałagan, królowo. Wracajmy do pracy. Na polu zostały dwie postacie i cisza po trzecim. Królowa się uśmiechała — długo, szeroko, jak dzieci. A tam, gdzie stał król piekła, nie został nawet cień. Drugi pstryk w historii świata. Tak skończył się ten dzień.
▶ POSŁUCHAJ NA YOUTUBE