WYMAZANIE LUCYFERA

Legendy Polskie: Zemsta Upadłych (Sezon 9) — Odcinek 18

← wszystkie teksty
piekło odrasta powoli — skleiłem je z żaru i bólu, król bez dworu i żony, władca popiołu i mułu. i wtedy ich zobaczyłem: schodzą ze wzgórza oboje. ona — i ten obudzony. i wyję, bo to już nie moje. idą przez pole spokojnie, jak państwo młodzi po weselu, a ja patrzę z ruin piekła — jeden z bardzo wielu. tak na mnie nie spojrzała nigdy — wiem, bo liczyłem dni. jemu wystarczyło jedno starcie — i szacunek w jej oczach lśni. pamiętam naszą przysięgę: dwa trony, jedna korona, piekło u naszych stóp i wieczność nieskończona. kochałem ją całym mrokiem, każdym cieniem, każdym dniem — ona pozwalała się kochać. dziś już o tym wiem. NIGDY NIC NIE BYŁO MOJE — ANI TRON, ANI ONA, BYŁEM TYLKO STRÓŻEM DOMU, W KTÓRYM MIESZKAŁA KORONA! ALE JEDNO MIAŁEM WŁASNE — TO, CO CZUŁEM PRZEZ WIEKI. I ZA TO JEDNO WŁASNE — DZIŚ ZAMKNĄ MI POWIEKI. podchodzę i staję na drodze, jak wtedy, u drzwi piwnicy. "królowo, on tobą gra! widzę to w jego źrenicy!" ona nawet nie zwalnia — mija mnie, jak co dzień. tylko on się zatrzymuje, uprzejmy jak przechodzień. mówi do mnie łagodnie, jak lekarz nad pacjentem: "rozumiem pana, naprawdę. miłość bywa fundamentem. ale pęknięty fundament to ryzyko dla budowy — a ja nie lubię ryzyka, zwłaszcza gdy plan jest gotowy." powinienem się cofnąć — znam przecież wagę tej dłoni, ale kto kochał eony, ten głowy przed nikim nie skłoni. krzyczę jej prosto w plecy: "wybierz! on albo mąż!" ona odwraca głowę — powoli, gładko, jak wąż. i uśmiecha się — uśmiechem, którego nie znałem wcale: chorym, szyderczym, zimnym jak ostrze w krysztale. potem patrzy na majstra i kiwa głową bez słowa — tak się wskazuje ścianę, co do rozbiórki gotowa. on wzdycha, jak majster proszony o jedną poprawkę więcej, i mówi: "nic osobistego. to potrwa mgnienie, nie dłużej." unosi powoli dłoń. kciuk szuka środkowego palca. a ja nie patrzę na dłoń. patrzę na nią. do końca. nie żałuję, że kochałem — to jedno było prawdziwe, przez eony byłem stróżem, lecz uczucie miałem żywe. chcę powiedzieć jej imię — to jedno, ostatnie słowo: "lilith, ja cię ko—" wybacz bałagan, królowo. wracajmy do pracy. na polu zostały dwie postacie i cisza po trzecim. królowa się uśmiechała — długo, szeroko, jak dzieci. a tam, gdzie stał król piekła, nie został nawet cień. drugi pstryk w historii świata. tak skończył się ten dzień.
▶ Posłuchaj na YouTube