mój róg odbił się od zdań - pat! tak to nazwała ta pani.
niech będzie pat - na murach bo wojny nie kończą się na nich.
schodzimy krajem ognia, gdzie smoła zamiast rosy,
umarli gaszą butami wieczne piekielne stosy.
legiony stawiają tamy z ognia, siarki i strachu,
powódź nie zna słowa "tama". powódź nie zna i dachu.
zdobyliśmy krąg za kręgiem, trzeci, czwarty z kolei,
piekło, co wieki brało, dziś oddaje w zawiei.
pierzchają pomniejsze diabły, aż kurz się niesie z dróg,
nie ścigam ich. mam cel głębszy: pod budowlą czeka próg.
zostawiam mury w spokoju - mur wygrał, niech ma tę chwałę.
ja wracam do starszej mowy, którą znam istnienie całe:
przykładam ucho do ziemi, jak wtedy, przed pierwszym rogiem,
ziemia mówi: "stara piwnica. wejdziesz jej starym progiem."
i już pod moimi stopami czuję znajome drżenie:
piwnica. cele rzędami. cudze zaświaty. więzienie.
drzwi za drzwiami, bez końca - a za każdymi ktoś czeka.
u niej dusza to zapas. spiżarnia. nie biblioteka.
w moim domu, w mojej nawii, drzwi otwiera się gościom,
u niej drzwi się zatrzaskuje — z zamkami i zazdrością!
ale zamek to umowa, a umowy czasem się łamie:
gdy zapuka pan zaświatów — drzwi wylatują z ram na amen!
ja kluczy nie noszę u pasa — mój klucz to róg i słowo:
co piekło pozamykało, nawia otworzy na nowo!
wychodźcie z cel, wychodźcie — i chodźcie ze mną społem:
w moim domu dla każdego jest miejsce za wspólnym stołem!
przykładam róg do warg lecz ta pieśń będzie inna:
nie darń i nie głuche wrota bo dziś słucha piwnica zimna.
dźwięk schodzi po fundamentach, po celach, mroku i soli,
i każdy stary rygiel rozumie: to koniec wszelkiej niewoli.
najpierw pęka jeden zamek - cicho, jak gałązka krucha,
potem dziesięć, potem tysiąc - piekło samo siebie słucha.
rygle wyskakują z gniazd, kraty zwijają się w rulony,
a drzwi - wszystkie naraz - otwierają się we wszystkie strony.
i czuję, jak gdzieś wysoko królowa przerywa łowy:
pierwszy raz, odkąd wstała, ma problem piwnicowy.
niech patrzy, jak pęka skarbiec, strzeżony tak zawzięcie,
bo wszystko, co się zamyka, otwiera me zaklęcie.
nie widzę, kto pierwszy wychodzi - ciemność gęsta jak smoła,
słyszę tylko krok. potężny. taki, co echo woła.
a moja armia, co strachu nie zna - bo cóż jej zrobi skon,
rozstępuje się sama, szeroko. więc kto tam idzie? on...?
drzwi otwarte - co do jednych. robota pana zaświatów.
reszta należy do tych, co wychodzą z kazamatów.
wychodźcie. wszyscy. rachunek płaci pani domu.