Na białym klifie Rugii stał gród, a w grodzie bóg,
Cztery twarze patrzyły na cztery strony dróg.
Święty koń bielszy od piany, róg miodu pełen po brzeg —
Tam biło serce Słowian... nim przyszedł tamten wiek.
Przyszli morzem pod krzyżem — Waldemar, Absalon,
Za nimi nowy porządek, przed nimi — stary tron.
Ogień przełamał wały, gród o litość prosił.
"Darujemy wam życie" — herold ich ogłosił.
"Lecz najpierw wam pokażem, nim przyjmiecie chrzest,
Czym naprawdę jest ten, co bogiem waszym jest."
Podcinali go z trwogą — sami się go bali,
Runął czterema twarzami — a oni wciąż czekali.
Czekał i tłum na klifie: zaraz przyjdzie grom,
Zaraz niebo się rozedrze i pomści własny dom.
Sznurami go wleczono przez środek grodu, w pyle,
Lud patrzył i się modlił — o jeden grom. O tyle.
CZEKALI NA GROM — A NIEBO MILCZAŁO,
Gdy czterogłowe serce w proch się rozpadało!
Bogowie nie giną, gdy się ich obala —
Bogowie giną wtedy, gdy pamięć się spala!
Nie dostał stosu ani morza — dostał rolę drew,
Pod kotłem obcej strawy dopalił się jego gniew.
Na bogu czterech światów ugotowano wieczerzę —
Zwyczajnie. Na oczach ludu. Żeby nikt już nie wierzył.
Nazajutrz był chrzest zbiorowy — cichy, bez oporu,
Bo po co się opierać, gdy bóg padł bez honoru.
[bridge: male - quiet, thunder building in background]
Mówią, że grom nie nadszedł tamtego ranka. To fakt.
Ale gromy Peruna bywają powolne...
Ten szedł do nas osiemset pięćdziesiąt osiem lat.
I słyszysz go teraz. W tej pieśni. W sobie.
CZEKALI NA GROM — GROM WŁAŚNIE NADCHODZI,
Bo w każdym, kto pamięta, bóg na nowo się rodzi!
Bogowie nie giną, gdy się ich obala —
BOGOWIE WRACAJĄ, GDY PAMIĘĆ SIĘ ZAPALA!
Świętowit — tak nazywał się bóg.
Światowid — tak nazwano posąg.
Zapamiętaj różnicę.
Oni liczyli na to, że zapomnisz.