oni radzą przy ognisku — mapy, warty, plany, straże,
perun chce uderzyć jutro, swaróg mówi: "jeszcze zważę".
a ja słucham nie narady — ja słucham, co mówi ziemia.
ziemia mówi jedno: "umarli powstaną, choć ich jeszcze nie ma."
oni chorą rzecz budują, lecz ja się znam na murach —
tych ścian nie stawiał marzyciel, co chodzi z głową w chmurach.
te ściany mają zamykać — czuję to w starych kościach,
a wszystko, co się zamyka, dotąd mieszkało w mych włościach.
mówię im: "to rośnie szybciej, niż my kujemy i radzimy",
a oni: "welesie, spokojnie. jeszcze czas. jeszcze się zbroimy."
spokojnie... spokój to przecież od wieków moja natura.
tylko że dziś pod tym spokojem pęka ostatnia struna.
więc odchodzę bez pożegnań, gdy się pali ognisko,
schodzę sam na środek pola — do wroga tak blisko.
za pazuchą nowy róg, a na rogu słowa lokiego.
nikt mi zgody nie dawał. nie prosiłem nikogo.
przykładam nowy róg do warg i gram — lecz nie w stronę nieba:
ten dźwięk idzie prosto w dół, tam gdzie grać go potrzeba.
przez glinę, przez korzenie, przez kości i przez lata —
aż do bram mojej nawii. do cholernego umarłego świata.
ziemio, oddaj, co wzięłaś — oddaj mi mój lud!
niech się dzisiaj dowiedzą, co potrafi grób!
u mnie śmierć nie jest końcem — u mnie śmierć to odwód,
a stara gwardia nawii nie zna słowa "odwrót"!
i ziemia się porusza, jak ruszają się wody,
pierwsi wstają królowie — korony, miecze, brody.
za nimi bohaterowie, o których pieśni śpiewano —
każdy chwyta swój oręż, jakby odłożył go rano.
a potem już nie setki — tysiące i miliony,
z każdego wieku ziemi, z każdej jej strony.
hufce wszystkich języków, sztandary wszystkich wiar —
cała ludzkość od zarania dziś powstaje z mar.
na samym końcu wstają ci, co sami byli bogami:
przegrani z dawnych wojen, co stygli pod darniami.
stają w szeregu bez pychy i czekają mych wskazań —
śmierć uczy pokory lepiej niż tysiąc kazań.
unoszę dłoń i wskazuję wieżę w cudzej łunie:
"tam stoi ich robota. więc teraz niech ona RUNIE."
i rusza taka fala, że drży pobojowisko —
umarli nie potrzebują bram. umarli idą przez wszystko.
za mną cały obóz krzyczy: "welesie! czemu bez rozkazu?!"
a ja się nie odwracam — wolę działać odrazu.
patrzcie, jak idą moi — królowie obok pastuchów:
dziś ziemia zwraca światu wszystkich jego duchów.
ilość przestała być problemem...