Zanim był czas i zanim powstał świat
Był tylko chaos, mrok od eonów lat
Pustka bezgwiezdna, bez słońca i dnia
Wieczna otchłań bezkształtna, bez dna
Nie było Ziemi, nie było nieba
Tylko potrzeba boskiego stworzenia
Tylko potrzeba iskry dającej znak
Że z nicości można zbudować cały świat
Wtedy z tej pustki, z oddechu wszechrzeczy
Narodził się kowal co wszechświatu zaprzeczył
Co chaos wziął swą potężną dłonią
By w ogniu wiecznym nowy świat zapłonął
Swaróg był imieniem co w mroku zabrzmiało
Jak uderzenie w stalowe kowadło
Pierwszy Bóg co zamarzył o formie
By zniszczyć pustkę w potężnej reformie
Zwą mnie Swaróg z ognia i stali
Swaróg który ten świat rozpalił
Waliłem młotem w chaos, iskrą w mrok
Niech lęka się ten co spotka mój wzrok
Zwą mnie Swaróg, Bóg Stworzenia
Swaróg, co w życie nicość zamienia
Waliłem młotem bez opamiętania
Ptaki dzięki mnie mają niebo do latania
Wziął młot do ręki co gwiazdy rozpala
Każde uderzenie wszechświaty ustala
Uderzył raz pierwszy powstało sklepienie
Niebiosom nadając kształt i przeznaczenie
Uderzył raz drugi, z iskier i znoju
Powstały gwiazdy w mistycznym roju
Wykuł zodiaki i mleczne drogi
Dla przyszłych Bogów wyznaczył progi
Lecz wciąż był mrok co Ziemię otulał
Więc Swaróg kolejne plany wypluwał
Stworzył Swarożyca syna swojego
Tarczę słoneczną z metalu boskiego
Rzucił go w niebo potężnym zamachem
By stał się dniem, nadzieją i dachem
By jego światło dało życie i wzrost
I zbudowało nad ciemnością most
Z boskiego potu i iskier spod młota
Powstała Ziemia ze srebra i złota
Wykuł jej rzeki, wykuł jej góry
Chmury na niebie i leśne wichury
Tchnął w nią życie co z ognia powstało
By w każdym sercu na wieki go grzało
Stworzył Peruna by strzegł jego prawa
I Welesa w mroku by rosła mu trawa
Zwą mnie Swaróg z ognia i stali
Swaróg, który ten świat rozpalił
Waliłem młotem w chaos, iskrą w mrok
Niech lęka się ten co spotka mój wzrok
Zwą mnie Swaróg, Bóg Stworzenia
Swaróg co w życie nicość zamienia
Waliłem młotem bez opamiętania
Ptaki dzięki mnie mają niebo do latania
A potem ludziom co z gliny powstali
Dał dar największy by w ogniu wytrwali
Dał im miskę ze swego kowadła
Co w duszach im już na zawsze osiadła
Nauczył ich kuć, nauczył ich spajać
W ogniu domowym rodziny oswajać
Dał im przysięgę i prawości ład
By mogli zbudować w końcu własny świat
Lecz każdy kowal musi kiedyś się położyć
By swemu dziełu dać żyć i się jednoczyć
Swaróg oddalił się w niebiańskie kraje
Zostawił synom te ziemskie rozstaje
Nie odszedł na zawsze, nie stał się piachem
Jego potęga wciąż jest pod twoim dachem
W każdym płomieniu co w palenisku drga
Jego prastara, boska siła trwa
Więc gdy patrzysz w słońce co na niebie płonie
Wiedz że to jego niegasnące dłonie
Gdy słyszysz kowala co w stal uderza
Wiedz że to echo co świata przemierza
On jest początkiem, prawem i siłą
Co chaos w porządek na wieki zmieniło
Jest w sercu gwiazdy i w sercu człowieka
Boski Rzemieślnik co z dala spogląda i czeka
Zwą mnie Swaróg z ognia i stali
Swaróg, który ten świat rozpalił
Waliłem młotem w chaos, iskrą w mrok
Niech lęka się ten co spotka mój wzrok
Zwą mnie Swaróg, Bóg Stworzenia
Swaróg co w życie nicość zamienia
Waliłem młotem bez opamiętania
Ptaki dzięki mnie mają niebo do latania