Smok Wawelski

Legendy Polskie (Sezon 1)

← wszystkie teksty
U stop Wawelu gdzie Wisła lśniła Prastara siła w skale się kryła Gród Kraka w słońcu spokojnie spał Nie wiedział że pradawny zbudził się żal Zadrżała ziemia, zadymił dół A z jamy wylezł pradawny król Wpierw poszedł pomruk głuchy i niski Zatruł powietrze, przestraszył wszystkich Potem łeb gadzi, ociekły śluzem Spojrzał na miasto będące cudem Łuski jak pancerz, pazury jak stal Rozpocznie się teraz śmiertelny bal Smok Wawelski, piekącej siarki swąd Z jamy patrzy, gdzie twego domu stoi płot Ognia niepowstrzymana żądza, żądza łez Aż po miasta Kraków krwawy kres Smok Wawelski, pradawnej bestii ryk Miasto Kraków zniszczy, będzie słychać ino krzyk Najpierw pożerał owce no i krowy Gad jednak po tym czuł się bardzo chory A gdy zabrakło w stadninach stad Zarządał daniny z najpiękniejszych bab Co tydzień panna w lęku i głupocie Szła na ofiarę ku jego pociech Król Krak na zamku załamał dłonie Gdzie me rycerstwo co w boju płonie Kto smoka zgładzi, krzyk jego brzmiał Temu pół królestwa i córkę dam Lecz nawet śmiałkom truchlała twarz Gdy w paszczy smoka widzieli swą straż Smok Wawelski, piekącej siarki swąd Z jamy patrzy, gdzie twego domu stoi płot Ognia niepowtrzymana żądza, żądza łez Aż po miasta Kraków krwawy kres Smok Wawelski, pradawnej bestii ryk Miasto Kraków zniszczy, będzie słychać ino krzyk Zastępy ruszyły, lśniła się stal Lecz każdy później w ogniu po tym w piekle spał Pancerz pękał jak sucha, krucha glina Z ust potwora zaś lała się ślina Kopii i mieczy nie imał się gad Po każdym starciu smród, jad, ślad Aż nadszedł Skuba, taki chłop co buty szył Nie w mięśniach siłę, lecz w głowie krył Nie wziął topora, nie wziął też pancerza Miał tylko pomysł, co w zło uderza Wziął owcze runo, igłe oraz nić By z potwornego smoka, o styrto zadrwić Owcę najtłustszą wypchał na maksa, do pełna Siarką palącą co funduje ból na hejnał i smołą wytkał jej trzos By bestii w gardle podpalić stos Pod jamę smok podrzucił więc dar Czekając aż chwyci ognisty czar Smok ślepy z głody, chciwy i hardy Połknął owieczkę bez najmniejszej pogardy A potem w trzewiach poczuł żar żywy Piekło co paliło wnętrzności jak pokrzywy Z rykiem potwornym do Wisły gnał By ugasić ogień co go w bebechach grzał Pije łapczywie, woda aż furczy A brzuch mu pęcznieje, a skóra się kurczy Pije i pije, bez opamiętania Rzekę całą wessał do rana Huk wstrząsnął grodem, pękła łuska grubaTak zginął potwór z ręki Skuba Ucichł ryk, zniknął swąd Kraków wolny, w całości płot x2
▶ Posłuchaj na YouTube