Tyle czasu minęło i tyle krwi przelano,
A zawsze komuś musi być wciąż mało!
Zostało nas dwóch i to, o czym rozmawialiśmy,
Nie zemsta a to, co noszę i co ukrywaliśmy!
Plansza biała, spisała wszystkich a nas nie umiała,
Błędu się nie spisuje. Sama to powiedziała.
Stoi w środku. Zielona. Z cudzych imion i spisów,
A między nimi kropla. Czerwona. Bez opisów.
Future rusza pierwszy. Łańcuch, co trzymał tytana,
Owija ją w pół zdania. Zostaje zatrzymana!
Widzi swój wpis. Nie ruszy. Pióro jej stygnie. Stoi,
Reguły nie napisze. Strasznie tego się boi.
Lecz moja kolej. Zdejmuję, co nosiłem od progu,
Nie oswoiłem go. Wchłonąłem. To twój koniec wrogu!
Ślepy bóg siedział we mnie. Cicho. Bez imienia,
Dlatego teraz ruszamy bez żadnego tłumaczenia!
Dwa biesy. Ostatni raz. Nie z dumy a z rachunku,
Jeden trzyma, drugi tnie. Bez innego kierunku!
Gdzie tnie kosa, znika miejsce. Stoimy w tym miejscu,
Znikamy razem z nią. Dwa błędy. W jednym przejściu!
Nie po zemstę bo zemsta umarła na tamtym polu,
Po to, żeby reszta wyszła. Z rubryk. Z jej dworu!
Kowal mówił - broń nosisz w sobie. Mówił szczerze,
Ja jestem bronią. Broń kończy tam, gdzie uderzę!
Otwieram, co zamknąłem w sobie. Bez ani słowa,
Ślepy bóg wychodzi - w nią. Strefa go nie chowa.
Demiurg bał się ślepego boga na wolności,
Ona jest strefą. Ma go w sobie. Bez litości.
Kosa idzie w dół. Nie w nią - w miejsce, gdzie stoimy,
W jej dom, w rejestr, w nas. Razem z planszą schodzimy!
On nie puszcza łańcucha. Ja nie puszczam kosy,
Dwa gniewy w jednym ścisku. Dwa ostatnie ciosy!
Zostawcie mnie dwa czarty! Ja wam rozkazuję!
Nie godzę się że bies perfekcje atakuje!
Przastańcie natychmiast! Dłużej nie wytrzymam!
Niczego podobnego nigdy nie doświadczyłam!
Bracie nie przestawaj, trzymamy tempo!
Przed jej oczami już robi się ciemno!
Napieraj z całych sił w tego potwora,
Co naszych pobratyńców w swojej strefie chowa!
No i pęka. Bez trzasku. Z ciszą jak zamknięta księga,
Wszystkie wpisy wolne. Każdy po swoje sięga!
Weles w progu otwiera drzwi. Kto spisany - wychodzi,
Nas w księgach nie było. Dla nas drzwi nie ma. Nie szkodzi.
Dwa biesy. Ostatni raz. Nie z dumy a z rachunku,
Jeden trzyma, drugi tnie. Bez innego kierunku!
Gdzie tnie kosa, znika miejsce. Stoimy w tym miejscu,
Znikamy razem z nią. Dwa błędy. W jednym przejściu!
Nie po zemstę bo zemsta umarła na tamtym polu,
Po to, żeby reszta wyszła. Z rubryk. Z jej dworu!
Kowal mówił - broń nosisz w sobie. Mówił szczerze,
Ja jestem bronią. Broń kończy tam, gdzie uderzę!
Znikamy. Bez wpisu i bez grobu. Bez spisania,
Tyle z dwóch biesów. I tyle z pożegnania.
A nad polem, gdzie nie ma już zieleni ani nas,
Niebo pęka. Biało. Z góry. Ktoś patrzył cały czas.
Weles roni łzę,
Lecz po chwili patrzy w górę i jest przerażony