Skończyli już? Naprawdę?
Wytłukli się nawzajem? Bogowie, demony, ludzie...
Jaka szkoda.
A teraz... Zaczyna się moja gra.
Patrzyłem z głębi ziemi na wasz śmieszny bój,
Na wasze epickie krzyki, na ten cały znój.
Białobóg kontra Czarnobóg, ach, co za poezja!
Dwa tępe młoty, co niszczą bez myślenia.
Wy walczyliście o idee, o światło i o mrok,
A ja czekałem w ciszy na ten jeden, prosty krok.
Na moment, w którym padniecie na ryj ze zmęczenia,
By zacząć nową grę... Grę bez przebaczenia.
Oni mieli armie, ja mam wasze długi,
Oni mieli furię, ja mam swe usługi.
Myślicie, że siła leży w mieczu albo w magii?
Głupcy! Prawdziwa siła leży w strategii,
Co przechyla szalę, gdy nikt na nią nie patrzy,
W złocie, które kupi zdradę własnych braci.
Wasza wojna była głośna, moja będzie cicha,
Grunt by z za kurtyny rządziła szycha.
TO MOJA GRA O TRON! Słowiańska, od nowa!
Gdzie siła to słabość, a najważniejsza głowa!
Nie liczy się, kto głośniej ryczy, kto ma większy miecz,
Lecz kto ciągnie sznurki, by resztę posłać precz!
Ja nie chcę niszczyć świata, ja chcę go posiadać!
Na waszych grobach, cicho, królestwo swe zakładać!
Pusty tron na króla czeka, co myśli, a nie walczy!
Witajcie w mojej grze! Gdzie rozum siłę miażdży!
Jaryło leczy ziemię? Niech leczy, głupi chłopak,
Ja w tym czasie truję wodę w tych jego potokach.
Dziewanna rusza w pościg? Niech goni sobie wiatr,
Ja w tym czasie przekupię cały wiedźmiński gmach.
Wasze ideały są piękne, ale nic nie są warte,
Gdy przyjdzie głód i zima i palenisko martwe,
Którą ja trzymam w ręku od tysiąca lat,
Czekając na ten moment... By zdobyć ten wasz świat.
Więc cieszcie się zwycięstwem, świętujcie pokój w niebie,
Nie wiecie, że prawdziwy wróg jest obok ciebie.
To nie jest demon z otchłani, to nie jest żaden bóg...
To cichy szept w uchu... I złoto u twych stóp...