Jam Skarbnik co na tronie,
Ze złota i obsydianu,
Śmiejąc się z głupców,
Co nie znali umiaru.
Mój plan był doskonały,
Moja sieć była wszędzie,
Każdy dług, każda zdrada,
Były moim narzędziem.
I nagle przyszedł szept,
Co nie pytał o cenę,
Coś, czego nie da kupić,
Co zmielił w pył arenę.
Bebok wszedł w mój umysł,
Bez pukania, bez straży,
I pokazał mi wizje,
Które potem mnie oblały.
Zobaczyłem swe złoto,
Co zmienia się w rdzę,
Skarby, o które dbałem,
W pył obracają się.
Monety w mojej dłoni,
Topiły się jak wosk,
A w uszach usłyszałem,
Tylko nędzy gorzki głos.
Poczułem strach biedaka,
Co nie ma co do garnka,
Ja, wielki król bogactwa,
Nie miałem nic do ranka.
On nie zabrał mi złota,
On zabrał mi pewność,
Że moje wielkie bogactwo,
Może zmienić się w nędzność.
Zaś ja Radogost w moim domu,
W mej złotej, ciepłej klatce,
Patrzyłem na mych gości,
Przy wieczornej herbatce.
Byli moi, złamani,
Posłuszni i bez woli,
Każdy z nich był pionkiem,
W mojej chorej niewoli.
Lecz wtedy przyszedł strach,
Co nie pytał o zgodę,
I w ich pustych oczach,
Zasiał straszną trwogę.
Bebok nie wszedł do mnie,
On wszedł, prosto do nich,
I dał im nową broń,
By mogli się obronić.
Nagle w ich oczach widzę,
Nienawiść, a nie pustkę,
Oskarżenie i pogardę,
Której już nie zduszę.
Zaczęli szeptać w kątach,
Ostrzyć noże do posiłku,
Ja, ich pan i zbawiciel,
Stałem się celem ich wysiłku.
Zostałem więźniem w domu,
Co miał być moją twierdzą,
Otoczony przez ofiary,
Które teraz u mnie siedzą.
Potrzebuję sojusznika,
Co zna się na umysłach,
Ktoś, kto da mi nową broń,
W mych chorych, złych pomysłach.
Dwa cienie się spotkały,
W zrujnowanej leśnej chacie,
Jeden pachniał złotem,
Drugi fałszywym bratem.
Nie było tu uścisków,
Nie było pustych słów,
Tylko zimna kalkulacja,
I niechęć do ich snów.
"Ty chcesz odzyskać kontrolę,"
Syknął Skarbnik z cienia!
"A ja chcę zniszczyć tego,
Co mnie tak sponiewierał."
"Ty masz umysły,"
"Ja mam środki do tej wojny,"
"Razem możemy sprawić,
By znów wkroczyć do wojny."
Radogost się uśmiechnął,
Lecz w oczach miał chłód.
"Sojusz z tobą, szczurze?
To hańba jest i smród."
"Ale strach przed Bebokiem,
Jest większy niż ma duma."
"Zgoda. Lecz po wszystkim,"
"Znów będzie awantura."
Podali sobie dłonie,
Pakt został zawarty.
Nie na honorze, lecz na,
Strachu i bólu oparty.
Tak powstało Przymierze,
Zrodzone z upokorzenia.
Pierwsza frakcja w tej wojnie,
Co nie zna przebaczenia.