PRZYMIERZE BORUTY

Legendy Polskie: Zemsta Upadłych - Odcinek 31 · premiera 2026-09-02

← WSZYSTKIE TEKSTY
Powiedział "porozmawiajmy" - i cisza wróciła powoli, Dwa biesy przy jednym ogniu - pierwszy raz w takiej roli, On ledwo stoi na nogach, ja ledwo trzymam gniew, A nad nami stoi ktoś trzeci - i słucha jak stary lew. Patrzę na jego pancerz - pół zbroi zdarte do kości, Ten co siedział na tytanie dziś nie ma nic prócz wściekłości, Duma mu nie pozwala uklęknąć ani prosić, Więc stoi prosto jak trup, co nie da się skosić. Mówi - "widziałem zieloną łunę, co nie oszczędza niczego, Widziałem jak znika wszystko - i nie pytaj mnie dlaczego, Sam jej nie ruszę, czarcie, i ty sam też jej nie ruszysz, Albo staniemy razem, albo nas osobno skruszy." Przysięgałem ci zemstę za każdy wiek w tamtym piekle, Za braci co tam gnili, za rany żywe i wściekłe, A teraz stoisz przede mną i prosisz mnie o ramię - To samo, które nam odciąłeś, gdy zamykałeś bramę. Przymierze Boruty - dwa gniewy, jedna krew, Zemsta dzisiaj umiera, bo większy wstaje zew, Nie z przyjaźni, nie z miłości - z konieczności czystej, Dwa cienie jednego czarta na wojnie wiekuistej, Szarżowaliśmy raz razem - bez słowa, jak dwa pioruny, Dziś podajemy dłonie na oczach martwej łuny, Kto przetrwał, niech się zbiera, kto upadł - go pomścimy, Przeciw królowej rejestru dziś razem wystąpimy! Nad nami stoi Kronos - głaz, co nigdy nie klęka, Czas nie wybiera stron i niestraszna mu żadna ręka, Przy kuźni stał z boku, w bitwach nie tknął nikogo, A teraz stoi nad nami. I słucha. Cicho i srogo. Patrzę na brata-wroga i ważę wiekowy spór, I widzę w jego ślepiach ten sam co u mnie upór, Obaj jesteśmy błędem, którego nie zna żadna księga, A to, czego nie spisano, nie klęka przed potęgą. Wyciągam dłoń pierwszy - niech patrzy na to pole, Zemsta była mi paliwem, dziś wybieram inną dolę, On chwyta ją bez słowa - dwa gniewy w jednym ścisku, Tak umiera zemsta upadłych. Na tym pobojowisku. I wtedy głaz nad nami po raz pierwszy się porusza, Głos jak zgrzyt starych epok - jakby ocknęła się dusza, Tytan, co nie miał pana, co nie trwonił ani słowa, Pyta - "czy również mogę dołączyć?" - i cisza zapada nowa. Nim padła odpowiedź, z boku głos niepytany, Kowal wychodzi z cienia, dymem i ogniem ubrany, "Jednak wykuję wam bronie" - mówi, z rąk sypie mu się sadza, "Jakie - dowiecie się w ogniu. Kuźnia nic nie zdradza." Dwa biesy, tytan czasu i kowal przy zgliszczach pola, Z klęski rodzi się armia - taka już nasza dola, Ona ma cały rejestr - każdą moc i ziemię ma, A my mamy tylko to, czego w rejestrze nie ma. Rejestr policzył wszystko. Prawie wszystko. Nie policzył dwóch biesów, czasu i ognia. Pani rejestru... Szykuj nową kolumnę.
▶ POSŁUCHAJ NA YOUTUBE