POWRÓT DEMIURGA

Legendy Polskie: Zemsta Upadłych (Sezon 9) — Odcinek 17

← wszystkie teksty
eony lat trzymałem ten świat w żelaznych ryzach, błędy osadzałem w cyfrowych dybach. potem mnie odmłodzili, zabili, wsadzili do celi. siedziałem. żułem proso. czekałem, aż będą mnie chcieli. wychodzę z nią po schodach — pierwszy raz od swojej śmierci, ona idzie przodem, dumna. myśli, że mnie w broń przekształci. patrzę na jej plecy i liczę jej wdechy jak majster deski — wszystko u niej z rozmachem. choć to nie stan boski. na wzgórzu mnie poznają. perun opuszcza wzrok jak młot, zeus sinieje na twarzy, a po skroni leci mu pot. nikt nie rzuca gromu, nikt nie robi kroku w przód. dobrze. pamiętają, co to znaczy chłód. ona staje naprzeciw. "pokaż, co masz, staruszku." uśmiecham się i mówię - "skoro chcesz kwiatuszku". obiecałem: nie pstryknę. rzemieślnik słowa nie łamie. ale młotek to nie pstryknięcie. a ja mam ich całe ramię. ja ten świat sklejałem, gdy was jeszcze nie było! ja znam każdą śrubę i wiem jak władać bryłą! nie jestem bogiem wojny. jestem tym, co buduje. a kto umie składać — ten wie, jak się psuje. pierwszy cios to grawitacja — przyciskam ją do ziemi jej wagą, miliard dusz w niej wyje, gdy własny ciężar staje się plagą. drugi to czas — spowalniam jej krew o pół uderzenia, trzeci to światło — zabieram jej cień. rzemiosło. bez znieczulenia. ona wstaje. wchłania. szuka mocy, którą można wyssać — ale prawo fizyki to nie moc. tego się nie da wypisać. wstaje drugi raz. i trzeci. krew na wargach, w oczach głód. kiwam głową. dobry materiał. dawno nie widziałem takich prób. i wtedy ona przestaje wchłaniać. patrzy, jak się ruszam. uczy się. w locie. kopiuje kąt, rytm, sposób, w jaki krok wymuszam. czwarty mój cios — a ona schodzi z linii, jakby znała go od lat. piąty — łapie. szósty — oddaje. i pierwszy raz od eonów... czuję świat. jej cios siada mi na szczęce. prosto. czysto. bez litości. staję. ocieram wargę. w ustach smak własnej śmiertelności. śmieję się — pierwszy raz, odkąd zbudowałem pierwszy mur. ona nie rozumie. myśli, że to kpina. a to jest wybór. "zdałaś" — mówię i prostuję plecy, aż trzeszczy kręgosłup świata. "przyszłaś po narzędzie. znalazłaś majstra co się nie odwraca." wyciągam do niej dłoń — tę, którą kiedyś pstrykałem wyroki. ona patrzy. waha się. pierwszy raz ktoś jej daje, nie prosi o kroki. chcesz wiedzieć, czemu się nie boję, królowo? bo ja już wiem, po co mnie zbudziłaś. ty jeszcze nie. rzemieślnik wrócił na budowę. proso schowane w płaszcz. a na wzgórzu i w kraterze wszyscy myślą to samo: "no to teraz masz."
▶ Posłuchaj na YouTube