POWRÓT DEMIURGA

Legendy Polskie: Zemsta Upadłych (Sezon 9) — Odcinek 17 · premiera 2026-08-20

← WSZYSTKIE TEKSTY
Eony lat trzymałem ten świat w żelaznych ryzach, Błędy osadzałem w cyfrowych dybach. Potem mnie odmłodzili, zabili, wsadzili do celi. Siedziałem. Żułem proso. Czekałem, aż będą mnie chcieli. Wychodzę z nią po schodach — pierwszy raz od swojej śmierci, Ona idzie przodem, dumna. Myśli, że mnie w broń przekształci. Patrzę na jej plecy i liczę jej wdechy jak majster deski — Wszystko u niej z rozmachem. Choć to nie stan boski. Na wzgórzu mnie poznają. Perun opuszcza wzrok jak młot, Zeus sinieje na twarzy, a po skroni leci mu pot. Nikt nie rzuca gromu, nikt nie robi kroku w przód. Dobrze. Pamiętają, co to znaczy chłód. Ona staje naprzeciw. "pokaż, co masz, staruszku." Uśmiecham się i mówię - "skoro chcesz kwiatuszku". Obiecałem: nie pstryknę. Rzemieślnik słowa nie łamie. Ale młotek to nie pstryknięcie. A ja mam ich całe ramię. Ja ten świat sklejałem, gdy was jeszcze nie było! Ja znam każdą śrubę i wiem jak władać bryłą! Nie jestem bogiem wojny. Jestem tym, co buduje. A kto umie składać — ten wie, jak się psuje. Pierwszy cios to grawitacja — przyciskam ją do ziemi jej wagą, Miliard dusz w niej wyje, gdy własny ciężar staje się plagą. Drugi to czas — spowalniam jej krew o pół uderzenia, Trzeci to światło — zabieram jej cień. Rzemiosło. Bez znieczulenia. Ona wstaje. Wchłania. Szuka mocy, którą można wyssać — Ale prawo fizyki to nie moc. Tego się nie da wypisać. Wstaje drugi raz. I trzeci. Krew na wargach, w oczach głód. Kiwam głową. Dobry materiał. Dawno nie widziałem takich prób. I wtedy ona przestaje wchłaniać. Patrzy, jak się ruszam. Uczy się. W locie. Kopiuje kąt, rytm, sposób, w jaki krok wymuszam. Czwarty mój cios — a ona schodzi z linii, jakby znała go od lat. Piąty — łapie. Szósty — oddaje. I pierwszy raz od eonów... Czuję świat. Jej cios siada mi na szczęce. Prosto. Czysto. Bez litości. Staję. Ocieram wargę. W ustach smak własnej śmiertelności. Śmieję się — pierwszy raz, odkąd zbudowałem pierwszy mur. Ona nie rozumie. Myśli, że to kpina. A to jest wybór. "Zdałaś" — mówię i prostuję plecy, aż trzeszczy kręgosłup świata. "Przyszłaś po narzędzie. Znalazłaś majstra co się nie odwraca." Wyciągam do niej dłoń — tę, którą kiedyś pstrykałem wyroki. Ona patrzy. Waha się. Pierwszy raz ktoś jej daje, nie prosi o kroki. Chcesz wiedzieć, czemu się nie boję, królowo? Bo ja już wiem, po co mnie zbudziłaś. Ty jeszcze nie. Rzemieślnik wrócił na budowę. Proso schowane w płaszcz. A na wzgórzu i w kraterze wszyscy myślą to samo: "no to teraz masz."
▶ POSŁUCHAJ NA YOUTUBE