Patrzę na ten świat,
Na wasz śmieszny skład.
Jeden myśli: król chmur,
Bo nad deszczem ma straż.
Drudzy rządzą patykami,
Myślą: władcy nocy!
Zapomnieli głupcy,
Ile w słońcu mocy!
Jam jest Południca,
Pani fatamorgany.
W blasku mego słońca,
Tańczą kurtyzany.
Nie mam armii, złota,
Ni ostrych pazurów.
Moją bronią jest słońce,
Co zwala z nóg królów!
Widzę wasze armie,
Maszerują z dumą.
Ciężka stal na ciałach,
Stanie się ich trumną.
Nie musicie mnie widzieć,
By poczuć moją siłę.
Mózgi wam gotuję,
Wskakujcie w mogiłę!
Wojownik widzi wodę,
Lecz to tylko piasek.
Brat zabija brata,
Mimo że z jednych matek.
Wasza siła, odwaga,
Nic tutaj nie znaczą.
Wasze własne zmysły,
Do piekła was sprowadzą!
Z tej strony Południca!
Królowa złotej nocy!
W południe używam,
Całej słońca mocy!
Mój gniew to szaleństwo!
Ostateczne przekleństwo!
Teraz się pokłonicie,
Ratując swoje życie!
Płanetnik grozi burzą?
Ja grożę wieczną suszą!
Bies i Czart straszą lasem?
Też się uduszą z czasem.
Mój żar spopieli wszystko,
Zmieni ich w zwykły wiór!
Bo ja jestem potęgą,
A oni stekiem bzdur!
Jaryło próbuje leczyć?
Jego moc nic nie wskóra!
Ziemia jest taka twarda,
Jak pradawnego smoka skóra!
Jego kwiatki więdną,
Nim zdążą się narodzić!
Bo w moim królestwie,
Tylko ja mogę płodzić!
On jest bogiem wiosny,
A ja jestem latem w furii!
Wszyscy chłopi świata,
Przy mnie muszą być czujni!
On chce, by rosło zboże,
Ja chcę spopielenia!
Taka to będzie wojna,
Raz, dwa i do widzenia!
Więc bawcie się w swą wojnę,
W lasach i pod chmurami!
W południe wyjdźcie w pole,
Ja zajmę się już wami!
Skarbnik ma swoje złoto,
Płanetnik ma swe deszcze!
Lecz dzień zawsze nadejdzie,
Spopielę was dziś jeszcze!
Z tej strony Południca!
Królowa złotej nocy!
W południe używam,
Całej słońca mocy!
Mój gniew to szaleństwo!
Ostateczne przekleństwo!
Teraz się pokłonicie,
Ratując swoje życie!