Trzymać linię!
Ani kroku w tył!
Odyn i Hades wpadają zdyszani, prosto w nasze progi,
Uciekli z ruin swoich światów, pełni lęku i trwogi!
Perun otwiera im bramę, choć sam ledwo stoi na nogach,
Widzimy przerażenie w tych starych, dumnych bogach!
Nie ma czasu na pytania, nie ma czasu na powitania,
Słychać już dudnienie, słychać odgłos zabijania!
Uchodźcy padają na ziemię, całując polski piach,
W ich oczach widzimy tylko jeden wielki strach!
Ledwo zamknęliśmy wrota, a niebo pociemniało,
Bebok ze swoimi panteonami uderzył w nas śmiało!
Czarnobóg prowadzi mroczne hordy z drugiej strony,
Jesteśmy otoczeni, każdy z nas jest wkurwiony!
Sześć armii najeźdźców zalewa przedpole jak rzeka,
Śmierć jest tuż blisko, śmierć z kosą na nas czeka!
Mury trzeszczą w posadach, sypie się gruz i pył,
Bronimy się do końca, resztką naszych sił!
Nawet potężny Białobóg ugiął się pod tym naporem,
Walczy z sześcioma naraz, walczy z tym potworem!
Jego światło przygasa, dławione przez mrok i cienie,
Nie ma dla nas litości, nie ma szans na ocalenie!
Bebok ryczy z wściekłości, chce naszej słowiańskiej krwi,
Wyważa taranem nasze dębowe, święte drzwi!
Białobóg krwawi obficie, jego tarcza pękła w pół,
Zostaliśmy zepchnięci w mroczny ostateczny dół!
Polski Bastion! Ostatnia twierdza bogów,
Stajemy ramię w ramię przeciwko armii wrogów!
Niech płonie świat, my będziemy stać,
Nie nauczono nas, jak się wrogów bać!
Polski Bastion! Ostatnia twierdza bogów,
Stajemy ramię w ramię przeciwko armii wrogów!
Niech płonie świat, my będziemy stać,
Nie nauczono nas, jak się wrogów bać!
Nie mamy gdzie uciekać, nasze domy leżą w gruzach,
Olimp i Asgard spalone, toną w krwawych kałużach!
Jesteśmy przyparci do muru, jak szczury w pułapce,
Śmierć zagląda w oczy, trzyma nas w swojej łapce!
Odyn chwyta za włócznię, Hades przyzywa cienie,
To jest nasz ostatni bastion, to nasze przeznaczenie!
Nie oddamy skóry tanio, będziemy gryźć i ciąć,
Choćbyśmy mieli wszyscy w tym błocie zginąć i kląć!
Szala zwycięstwa przechyla się na stronę bestii,
Przegrywamy tę walkę w każdej możliwej kwestii!
Bebok już wchodzi na mury, Czarnobóg łamie szyki,
Słychać już tylko naszych braci przedśmiertne krzyki!
Wydaje się, że to koniec, że zgasła ostatnia iskra,
Że nasz ostatni bastion zamieni się w zgliszcza!
Już żegnamy się z życiem, już widzimy koniec dni,
Lecz nagle coś się zmienia, coś w głębi ziemi drży!
Ziemia zaczęła jęczeć, jakby pękała w szwach,
Bitwa nagle zamarła, wszystkich ogarnął strach!
Bebok opuścił topór, Czarnobóg poczuł lęk,
Gdy usłyszał ten jeden, przerażający dźwięk!
To nie my uderzyliśmy, to nie nasza jest moc,
To z południa nadchodzi ta ostateczna noc!
Spalona góra Olimp, co trwała niewzruszona,
Pęka właśnie na pół, w ogniu pogrążona!
Z trzewi pękniętej góry bucha ogień i dym,
To, co stamtąd wychodzi, jest jak śmierci hymn!
Wielka łapa Tytana chwyta za krawędź skały,
Wszystkie nasze nadzieje w tym momencie zmalały!
Kronos oswobodzony, wkurwiony na cały świat,
Wychodzi z więzienia, gdzie siedział tysiące lat!
Jego ryk kruszy mury, jego gniew pali tlen,
To jest początek końca, to jest koszmar, nie sen!
Idzie w naszą stronę, wielki jak sama góra,
Nad jego głową kłębi się czarna, burzowa chmura!
Bebok i my stoimy, patrząc na to zjawisko,
Wszyscy jesteśmy w dupie, wszyscy jesteśmy blisko!
Kronos nie patrzy na strony, zniszczy wszystko co żyje,
Każdego boga i demona z wściekłością zabije!
To koniec naszej ery, to koniec naszych dni,
Wszyscy utoniemy w naszej boskiej krwi!
POWSTAJE KRONOS! UPADA ŚWIAT!