Ziemia sucha w pyle jęczy
Susza twardym kleszczem dręczy
Posąg w starym milczy drewnie
Lecz Bóg spogląda z góry gniewnie
Lud swe modły w niebo wznosi
O krople deszczu cicho prosi
By przerwać to milczenia przekleństwo
Nim Weles odniesie zwycięstwo
Z niebios leci grom, Perunie
Odpowiedz nam swym piorunem
Gdy nadejdzie czas, potrzeba
Jesteś gniewem tego nieba
Złoty wąs mu gniewem drga
Aż po niebie idzie wstrząs
Topór ściska w mocnej dłoni
Już nic Welesa nie obroni
Zgrzyt kół słychać wnet rydwanu
Bóg wyłania się z łachmanów
Dąb prastary drży od grzmotu
Gotów do epickiego lotu
Jego potężny chropawy głos
Pieczętuje podły Welesa los
Wskazuje palcem prosto na żmija
Gniew Bogów nigdy nie mija
Z niebios leci grom, Perunie
Odpowiedz nam swym piorunem
Gdy nadejdzie czas, potrzeba
Jesteś gniewem tego nieba
Żmij przez czarną ziemię zmyka
Lecz gniewu bożego nie unika
Pierwszy piorun bije z trzaskiem
Drugi bije srebrnym blaskiem
Piorun trafia z dzikim rykiem
Żmij odpowiada bólu krzykiem
W proch obraca, wszystko w pył
By pozbawić węza sił
Z niebios leci grom, Perunie
Odpowiedz nam swym piorunem
Gdy nadejdzie czas, potrzeba
Jesteś gniewem tego nieba
Wreszcie grzmot ostatni w ciszy
Ślizg uciekł do swego Nawii
Spada struga chłodna deszczu
Wiatr gałęzie dębu kołysze
Perun znowu ziemię zbawiNawet przez sen Boga słysze