"A teraz ty." — dwa słowa, a we mnie coś się rwie,
Bóg, co śnił wszechświaty, pierwszy raz zna słowo "nie".
Stoję pod jej wzgórzem, ona nade mną jak świt —
Miliard dusz w jednym ciele. A ja? Jam jest tylko mit.
Ruszam mimo to — nie z wiary, z dumy — to mus,
Uderzam tak, jak w piekło — a piekło szło w gruz.
Ona nie unika. Nie broni się. Rozkłada dłonie —
I mój cios w niej znika, jak znikły dusze w jej łonie.
Nie szept jak szczura, nie chomąto jak jeźdźca z przyszłości —
To głód. Głód większy niż mój. Wchodzi mi w kości.
Ja, który śniłem światy, czuję nagle na dnie,
Że ktoś większy ode mnie właśnie zaczyna śnić mnie.
Zrzuciłem szczura, zrzuciłem jeźdźca — krzyczałem: wolny bóg!
A ona tylko czekała, aż sam przyjdę pod jej próg.
Wybrałem sam siebie — lecz karty rozdała ona,
Każdy mój wolny krok był krokiem w jej ramiona.
NIE JESTEM NICZYJ MŁOT! NIE JESTEM NICZYJ KOŃ!
Kto sięgnie po chomąto — temu urwę dłoń!
Krzyczę to w jej twarz — a ona się uśmiecha,
Bo w moim krzyku słyszy już nie złość — tylko resztki echa.
Klękam. Nikt mnie nie zmusza. Sam padam w dół,
Wybrałem raz sam siebie — dziś kładę siebie na stół.
Ona wsiada bez chomąta, bez wodzy, bez bata —
Kto ma w sobie miliard dusz, temu służy reszta świata.
Panteon patrzy z góry i nikt nie robi kroku:
Perun opuszcza topór, Zeus blednie w mroku,
Weles cofa się. A ona ciągnie mnie w dół —
Nie na bogów. Na błoto. Na wrak, przy którym raz stanąłem w pół.
Nie mówi nic. Nie musi. Wola jej mną włada,
Patrzę już jej oczami — szuka, kto jeszcze nie pada.
Nie Perun. Nie Zeus. Nie ci, co na wzgórzu drżą w rzędzie —
Jeden nie drży. Nie patrzy. W błocie. I ona wie, że tam coś będzie.
Schodzę na niego z nią na karku — ziemia pęka pod nami,
A wrak nie unosi głowy. Stoi z zaciśniętymi ustami.
Wtedy z wzgórza Perun robi krok — jeden — pierwszy z bogów, co drgnął,
I nabiera tchu jak przed gromem. Wiem, że zaraz coś krzyknie... i krzyknął!
Pełnia mocy we mnie — jej moc, moja siła, jeden cios,
Leci na wrak w błocie — a Perun rzuca w niebo głos:
"BORUTA POZWOLISZ, BY DUSZĘ HALASZKI SPOWIŁO PIEKŁO?!"
— krzyk do biesa, nie do mnie. I coś w błocie... pękło.
Cios całej mocy piekła spada na wrak w błocie —
A on unosi jedną dłoń - tylko jedną. I cios staje w locie.
Cała moc piekła. Miliard dusz. Ja Zatrzymany jedną dłonią...
I znów to echo... razem z mocą niespokojną...