Bies i Czart królami lasu
W ciszy bez hałasu
Nasz szept łamał dusze
Nasz pazur niósł katusze
Każde drzewo było okiem
Każdy cień był naszym krokiem
Lecz on wszedł w nasz las
I zgasił jego blask
Nie walczył drzew, nie niszczył
Tylko od środka zniszczył
Nagle drzewa szeptały
Że nas się teraz bały
Zwierzęta, nasza armia
Uciekły w popłochu, żalu
Zostaliśmy sami w kniei
To koniec tego balu
A Południca, królową słońca
Bez początku i bez końca
Pani spalonej ziemi
Z dala od tej kniei
Gardziła mrokiem i cieniem
Każdym nocnym westchnieniem
Lecz on nią owładnął
Jej umysłem zawładnął
Wizje świata bez słońca
Gdzie trwa noc bez końca
Poczuła zimno i pustkę
Zerwaną z serca łuskę
On nie zabrał jej dnia
On sprawił że boi się tła
Że boi się cholera nocy
I jego koszmarnej mocy
Jak walczyć z wrogiem
Co jest jakby Bogiem
Jak rządzić lasem
Co stał się twoim katem
Nasz chaos, nasza siła
W proch się obróciła
Bebok nie zniszczył lasu
Zniszczył nas bez hałasu
Potrzebny nam sojusznik
Co nie leśnym jest łucznikiem
Ktoś kto nie zna cienia
Kto nie ma nic do stracenia
Ktoś, kogo domeną jest światło
Co tak na ziemię padło
Ktoś, kogo Bebok też zranił
Co nienawiść rozpalił
Ta spalona słońcem panna
Może ona się nada
Gdy słońce jest na niebie
Nic nie zagraża jej
Lecz wie że w końcu zajdzie
To wtedy on ją znajdzie
W ciemności jest słaba
Jak każda inna baba
Jej moc ma granice
A on swe tajemnice
Potrzebuje kogoś z mroku
Kto stanie u jej boku
Kto zna się na szeptach
Na tych wszystkich podstępach
Ktoś, kogo domeną jest las
Na ten jeden, jedyny raz
Ktoś kto nienawidzi go
Tak samo mocno jak ona to zło
Te leśne, brudne bestie
Niech będzie raz ten jeszcze
Spotkali się na granicy
Spalonej przez nią pszenicy
I lasu co ich wygnał
Gdy Bebok dał im sygnał
Nie było tu uścisków
Ni braterskich pocisków
Tylko troje wrogów dumnych
Wśród swych myśli rozumnych
Czego chcesz spalona lalko
Syknął Bies z pogardą wielką
Tego co i wy, brudasy
Przetrwać te podłe czasy
Przez tę chwilę co jednoczy
Rzekłam, bez pomocy
A wy boicie się dnia
Gdy nie ma gdzie schować kła
Razem mamy dobę całą
Siłę wielką, doskonałą
Ja wezmę dzień, wy weźcie noc
To będzie nasz wspólny cios
Zgoda, odparł Czart bez złości
Lecz nie z ufności, a z litości
A po wszystkim gdy on padnie
Znów zaczniemy walkę
Tak powstał pakt natury
Z nienawiści i z bzdury
Sojusz słońca i cienia
Co nie zna przebaczenia
Druga frakcja w tej wojnie
Powstała tak spokojnie
Więc w chmurach i ogniu
Już szykują się do boju