Bies i czart królami lasu,
W ciszy bez hałasu.
Nasz szept łamał dusze,
Nasz pazur niósł katusze.
Każde drzewo było okiem,
Każdy cień był naszym krokiem.
Lecz on wszedł w nasz las,
I zgasił jego blask.
Nie walczył, drzew nie niszczył,
Tylko od środka zniszczył.
Nagle drzewa szeptały,
Że nas się, teraz bały.
Zwierzęta, nasza armia,
Uciekły w popłochu z żalu.
Zostaliśmy sami w kniei,
To koniec tego balu.
Jam południca królową słońca,
Bez początku i bez końca.
Panią spalonej ziemi,
Z dala od tej kniei.
Gardziłam mrokiem i cieniem,
Każdym nocnym westchnieniem.
Lecz on mną owładnął,
Mym umysłem zawładnął.
Wizję świata bez słońca,
Gdzie trwa noc bez końca.
Poczułam zimno i pustkę,
Zerwaną serca łuskę.
On nie zabrał mi dnia,
On sprawił, że boję się tła...
Że boję się, cholera, nocy,
I jego koszmarnej mocy.
Jak walczyć z wrogiem,
Co jest jakby bogiem?
Jak rządzić lasem,
Co stał się twoim katem?
Nasz chaos, nasza siła,
W proch się obróciła.
Bebok nie zniszczył lasu,
Zniszczył nas, bez hałasu.
Potrzebny nam sojusznik,
Co nie leśnym jest dłużnikiem.
Ktoś, kto nie zna cienia,
Kto nie ma nic do stracenia.
Ktoś, kogo domeną jest światło,
Co tak na ziemię padło.
Ktoś, kogo Bebok też zranił,
Co nienawiść rozpalił...
Ta spalona słońcem panna...
Może ona się nada...
Gdy słońce jest na niebie,
Nic nie zagraża mi.
Lecz wiem, że w końcu zajdzie,
To wtedy on mnie znajdzie.
W ciemności jestem słaba,
Jak każda inna baba.
Moja moc ma granice,
A on swe tajemnice.
Potrzebuję kogoś z mroku,
Kto stanie u mym boku.
Kto zna się na szeptach,
Na tych wszystkich podstępach.
Ktoś, kogo domeną jest las,
Na ten jeden, jedyny raz.
Ktoś, kto nienawidzi go,
Tak samo mocno, jak ja to zło...
Te leśne, brudne bestie...
Niech będzie raz ten jeszcze...
Spotkali się na granicy,
Spalonej przez nią pszenicy,
I lasu, co ich wygnał,
Gdy Bebok im dał sygnał.
Nie było tu uścisków,
Ni braterskich pocisków.
Tylko troje wrogów dumnych,
Wśród swych myśli rozumnych.
"Czego chcesz, spalona lalko?"
Syknął Bies z pogardą wielką.
"Tego, co i wy, brudasy,"
"Przetrwać te podłe czasy."
"Przez te chwilę co jednoczy,"
Rzekła mu bez pomocy.
"A wy boicie się dnia,"
"Gdy nie ma gdzie schować kła."
"Razem mamy dobę całą,"
"Siłę wielką, doskonałą."
"Ja wezmę dzień, wy weźcie noc,"
"To będzie nasz wspólny cios."
"Zgoda" - odparł Czart bez złości,
"Lecz nie z ufności, a z litości."
"A po wszystkim, gdy on padnie,"
"Znów zaczniemy walkę ."
Tak powstał Pakt Natury,
Z nienawiści i z bzdury.
Sojusz słońca i cienia,
Co nie zna przebaczenia.
Druga frakcja w tej wojnie,
Powstała tak spokojnie.
Więc w chmurach i w ogniu,
Już szykują się do boju...