Nie bój się człowieku...
Jesteś dla mnie zbyt mały...
Idź do Welesa on lubi drobnicę...
Ja poluję na grubszą zwierzynę...
Na twoich panów...
Ludzie umierają i płaczą w poduszkę,
Dla Welesa to jakby podnosił puszkę!
On pasie to bydło na łąkach Nawii,
Lecz mnie taka nuda wcale nie bawi!
Ja gardzę śmiertelnym i kruchym żywotem,
Nie będę się zajmował waszym motłochem!
Moim celem są trony i złote korony,
Ten kto myśli że jest niezwyciężony!
Patrzę na Peruna i patrzę na Zeusa,
Każdy z nich to dla mnie jest tylko pokusa!
Myślicie że nektar i boska ambrozja,
Sprawi że ominie was karku korozja?
Śmieję się w twarz waszej wielkiej potędze,
Trzymam wasz los w mojej zimnej księdze!
Bogowie nie wierzą że mogą zginąć,
Dopóki nie każę im w mroku popłynąć!
Zwą mnie Nyja jestem katem bogów,
Nie boję się waszych mocy i progów!
Ściągam was w dół do samego dna,
Gdzie wasza chwała w ciemnościach trwa!
Jestem waszym koszmarem za dnia i nocy,
Ucieczka przede mną nie w waszej jest mocy!
Gdy zegar wybije, zetnę wam łeb,
To dla mnie już powszedni jest chleb!
Wasze pioruny i wasze zaklęcia,
To tylko oddala moment pęknięcia!
Gdy wiara wygasa i rany płoną,
Wtedy przychodzę po duszę twoją!
Nieśmiertelność to kłamstwo i pusta bajka,
Jesteście dla mnie jak zużyta fajka!
Dopalam wasz czas i depczę obcasem,
Jesteście dla świata zaledwie hałasem!
Rod mnie stworzył bym był równowagą,
Bym karał pychę swą nagą powagą!
Nawet on kiedyś stanie przed mym obliczem,
Nie jestem niczyim sługą czy zniczem!
Mam w dupie wasz lęk i wasze ołtarze,
Ja tylko ostateczną drogę wam wskażę!
Witajcie w nicości moi wielcy panowie,
Nikt się o waszym końcu nie dowie!
Zwą mnie Nyja jestem katem bogów,
Nie boję się waszych mocy i progów!
Ściągam was w dół do samego dna,
Gdzie wasza chwała w ciemnościach trwa!
Jestem waszym koszmarem za dnia i nocy,
Ucieczka przede mną nie w waszej jest mocy!
Gdy zegar wybije, zetnę wam łeb,
To dla mnie już powszedni jest chleb!
No już... Wskakuj do wora bogu...
Nie marudź... Miejsce vip... Specjalnie dla ciebie...
Hahahaha!