Gdy słońce zdycha, a mrok wreszcie gęstnieje
Wchodzę przez okno jak cień co ledwo widnieje
Jak pyłek ćmy, jak nifka pajęcza
Zaczynam dzieło co nikogo nie oszczędza
Nie słychać kroków, nie czuć powiewu
Tylko zimny dotyk pradawnego gniewu
Znajdę najsłabszych w kołyskach i łóżkach
Raczej wolelibyście konać w trujących bluszczach
Znajdę cię w łóżku gdy zapadniesz w sen
Usiądę na piersi, odbiorę ci tlen
Otworzysz oczy, lecz nie drgnie twe ciało
Krzyk w krtani zastygnie jakby skamieniało
Patrzysz w mój mrok, czujesz ciężar w klatce
Bezsilny w ostatniej swej rozpaczy i zdradzie
Chcesz walczyć, uciekać, lecz woli już brak
W mych oczach widzisz tylko nicości znak
Jestem Nocnica, córka Czarnoboga
Dla wszystkich ludzi ostateczna trwoga
Wypiję życie, wyssę wasze sny
Jam jest początkiem wiecznej, czarnej mgły
Jestem Nocnica, koszmaru siostra
Moja pieszczota jest ostateczna i ostra
Karmie się strachem, waszym ostatnim tchem
Światło umiera, ja rodzę się z cieniem
Nie pragnę krwi, nie złamię ci kości
Karmię się esencją twojej bezsilności
Twój strach to wino, panika to mój miód
Zostawiam po sobie tylko zgniliznę i smród
Wysysam kolory, marzenia i plany
W zamian zostawiam mrok niepokonany
Jam jest zgnilizną w sercu istnienia
Pierwszym legionem Czarnoboga niszczyciela
Nie jestem sama, jam jest tylko zwiastunem
Pierwszą armii flanką pod mroku całunem
Mój ojciec Pan Chaosu nadchodzi spalić świat
Ja tylko szykuje mu krwawy śmieci ślad
Każda dusza którą dzisiaj zabiorę
Niebawem będzie kamieniem w jego koronie
Więc śpijcie spokojnie póki jeszcze możecie
Bo wkrótce krzyk rozpaczy się poniesie
Jestem Nocnica, córka Czarnoboga
Dla wszystkich ludzi ostateczna trwoga
Wypiję życie, wyssę wasze sny
Jam jest początkiem wiecznej, czarnej mgły
Jestem Nocnica, koszmaru siostra
Moja pieszczota jest ostateczna i ostra
Karmię się strachem, waszym ostatnim tchem
Światło umiera, ja rodzę się z cieniem