Ucichł cały zgiełk, zamarł bitwy szał,
Gdy z czarnej szczeliny wyszłam pośród skał.
Nie niosę wam wojny, nie niosę wam gier —
Ja jestem tą ciszą, co zwiastuje żer.
Patrzcie, jak przede mną pada cały dwór,
Jak Asmodan klęka pośród trupich gór.
Mój Lucyfer, król, co jeszcze przed chwilą drwił,
Zgina teraz kolano, i zaniemówił.
Nie musiałam krzyczeć, nie musiałam gnać,
Wystarczyło wyjść i przed nimi stać.
Ja nie idę walczyć — po co mi ten trud?
Tak wraca królowa do swych własnych wrót.
Mój drogi Lucyferze, znów bawiłeś się w bal,
Znów rzeź, znowu teatr — a mnie czasu żal.
Miałeś przynieść jedno, po co tu się szło,
A ty siejesz gruzy i uprawiasz zło.
Unoszę więc palec — i tyle mi trzeba:
Pół mojej armii spada popiołem z nieba.
Należeli do mnie. Nie drgnęła mi dłoń.
Pomyśl, co dostanie ten, kto podniesie broń.
Nie zrodziło mnie piekło, nie ulepił mrok —
Ja byłam, nim otchłań zrobiła pierwszy krok.
Wygnana z boskich światów, przeklęta z dwóch stron,
Więc z zemsty zdobędę swój wymarzony tron.
Mam w sobie jasność i mam w sobie noc,
Anioł i demon — stąd cała ma moc.
Nie wiąże mnie prawo, nie trzyma mnie próg,
Jestem tym, co zostało, gdy odwrócił się Bóg.
Setki stuleci patrzyłam na was z dala,
Jak bóg boga morduje, jak świat wasz się spala.
Nie ruszyłam palcem — po cóż mi ten kram?
Wasze imperia to piasek u mych bram.
Lecz ktoś w tym wymiarze zaczął zginać czas,
Sięgnął po potęgę, co przerasta was.
Nie przyszłam po dusze, nie chcę waszych ciał —
Przyszłam po to, co któryś z was zdobyć śmiał.
JA JESTEM LILITH! Królowa dwóch bram!
Niebo i piekło w jednym ciele mam!
Jednym ruchem dłoni zetrę każdy plan —
Kto stanie mi na drodze, szybko zginie sam!
Patrzę, jak z popiołów wypełzają cienie,
Jak dawni mocarze walczą o istnienie.
Jeden pluje zębem, drugi trzyma krok,
Wiedźmin dźwiga małą, mrok im zaćmił wzrok.
Przez osiem cykli bili się z bogami —
Dziś pierwszy raz czują, że są robakami.
Wiedźmin do nich krzyczy, aż mu pęka głos,
Że tylko zjednoczeni odwrócą swój los,
Że osobno każdy z nich to tylko pył i kurz,
A razem — może cień nadziei pośród burz.
Słucham i się nudzę — ja znam finał gry:
Nienawiść jest starsza niż rozum, niż łzy.
I proszę — mam rację: ten jeden z tych dwóch
Prędzej odda życie, niż wykona ruch.
Stulecia w ziemskim piekle strawiły mu duszę,
Została mu tylko zemsta i katusze.
Odwrócił się plecami do swych i do świata —
Tak umarł ich sojusz, tak brat traci brata.
Ja nie muszę walczyć — wystarczy, że trwam,
A oni się zetrą na proch — każdy sam.
Zagryzą się w gniewie — taki już ich los,
A ja przyjdę później i zetnę ostatni kłos...
Ale co to panowie?
Nie podoba mi się wasz wzrok robaki...