Gdzie słońca promień nie sięgał na kniei
Mech porasta kości dawnych nadziei
Tu drzewa mają oczy, a ziemia ma słuch
Wśród starych dębów krąży prastary duch
Każdy twój krok, każdy twój szept
Jest obserwowany przez leśny krzew
Nie jesteś gościem, jesteś tu intruzem
Pod moim wiecznym, zielonym kapturem
Jestem Leszy, władca leśnych bram
Las to ja, jam jest jego pan
Wiatr to mój oddech, wilk to mój wzrok
Zabłądź w mej kniei, a poznasz co to mrok
Jestem Leszy, twój przyjaciel lub kat
Las to ja, nie toleruję zdrad
Wiatr to mój oddech, natura mą siłą
W mym lesie krew potrafi się lać jak wino
Szanuj zwierzynę, nie łam żywych gałęzi
W przeciwnym razie mój las cię uwięzi
Zbieraj co martwe, co dała ci puszcza
Wtem ma ścieżka z matki cię wypuszcza
Lecz jeśli chciwość przysłoni ci wzrok
Poczujesz na karku mój leśny mrok
Mogę cię zwieść, mogę cię niańczyć
Mogę śmiechem zabić, nie muszę nawet walczyć
Idziesz godzinę, idziesz już trzy
Wciąż to samo drzewo, nie wiesz czy to sny
Ścieżka zarasta, kierunki się mylą
Słyszysz swój głos co woła nad mogiła
Raz jestem karłem, raz wielki jak dąb
Z mojej brody mech, z mojej ręki zrąb
Jestem duchem puszczy, jej sercem i kłem
Zanim tu wszedłeś już byłeś moim tłem
Jestem Leszy, władca leśnych bram
Las to ja, jam jest jego pan
Wiatr to mój oddech, wilk to mój wzrok
Zabłądź w mej kniei a poznasz co to mrok
Jestem Leszy, twój przyjaciel lub kat
Las to ja, nie toleruję zdrad
Wiatr to mój oddech, natura mą siłą
W mym lesie krew potrafi się lać jak wino