Gdzie słońca promień nie sięga dna kniei,
Mech porasta kości dawnych nadziei.
Tu drzewa mają oczy, a ziemia ma słuch,
Wśród starych dębów krąży prastary duch.
Każdy twój krok, każdy twój szept,
Jest obserwowany przez leśny chrzest.
Nie jesteś gościem, jesteś tu intruzem,
Pod moim wiecznym, zielonym kapturem.
JESTEM LESZY! WŁADCA LEŚNYCH BRAM!
LAS TO JA, JAM JEST JEGO PAN!
WIATR TO MÓJ ODDECH, WILK TO MÓJ WZROK!
ZABŁĄDŹ W MEJ KNIEI, A POZNASZ CO TO MROK!
Szanuj zwierzynę, nie łam żywych gałęzi,
W przeciwnym razie, mój las cię uwięzi.
Zbieraj co martwe, co dała ci puszcza,
Wtem ma ścieżka z matni cię wypuszcza.
Lecz jeśli chciwość przysłoni ci wzrok,
Poczujesz na karku mój leśny mrok.
Mogę cię zwieść, mogę cię niańczyć,
Mogę śmiechem zabić, nie muszę nawet walczyć.
JESTEM LESZY! WŁADCA LEŚNYCH BRAM!
LAS TO JA, JAM JEST JEGO PAN!
WIATR TO MÓJ ODDECH, WILK TO MÓJ WZROK!
ZABŁĄDŹ W MEJ KNIEI, A POZNASZ CO TO MROK!
Idziesz godzinę, idziesz już trzy,
Wciąż to samo drzewo, nie wiesz czy to sny.
Ścieżka zarasta, kierunki się mylą,
Słyszysz własny głos, co woła nad mogiłą.
Raz jestem karłem, raz wielki jak dąb,
Z mojej brody mech, z mojej ręki zrąb.
Jestem duchem puszczy, jej sercem i kłem,
Zanim tu wszedłeś, już byłeś moim tłem.
JESTEM LESZY! WŁADCA LEŚNYCH BRAM!
LAS TO JA, JAM JEST JEGO PAN!
WIATR TO MÓJ ODDECH, WILK TO MÓJ WZROK!
ZABŁĄDŹ W MEJ KNIEI, A POZNASZ CO TO MROK!