Gdy nad dębem grzmi i niebo pęka w szwach,
To nie burza — to Peruna gniew co budzi strach.
Gdy woda niesie stada, gdy przysięga wiąże krew,
Pod korzeniem świata czuwa Weles — stary zew.
A w każdej iskrze z kuźni, w każdym słońcu, co się pnie,
Swaróg wciąż uderza młotem — tylko go nie widzisz, nie.
LEGENDY POLSKIE! Nie umarły — one śpią!
LEGENDY POLSKIE! W twojej krwi, w twojej mowie wciąż tkwią!
Nie trzeba im ołtarzy, nie trzeba złotych szat —
Wystarczy, że pamiętasz. Czyś dziecko, czyś dziad!
Boruta pod Łęczycą, w żupanie, kord u pasa,
Chodź z Halaszką wyjdzie straszna farsa.
Dziewanna z łukiem w borze, gdzie sarna stawia krok,
Pani łowów i wiosny, co wygania z pola mrok.
A Mokosz — matka ziemi — wciąż przędzie ludzki los,
I w każdej matczynej dłoni wciąż odzywa się jej głos.
LEGENDY POLSKIE! Nie umarły — one śpią!
LEGENDY POLSKIE! W twojej krwi, w twojej mowie wciąż tkwią!
Nie trzeba im ołtarzy, nie trzeba złotych szat —
Wystarczy, że pamiętasz. Czyś dziecko, czyś dziad!
Chcieli ich wymazać, spalić, zetrzeć w kurz,
Lecz gromnica w oknie to Peruna siła burz.
Marzannę topią dzieci co roku, pierwszy dzień wiosny,
A bocian znad Wyraju wciąż nam nosi los radosny.
Zmienili im imiona, przebrali w obcy strój —
Lecz pod spodem, w samej głębi, płynie ten sam zdrój!
Bóg nie ginie wtedy, gdy padnie jego posąg.
Bóg ginie w dniu, gdy nie straszny jego osąd.
Więc póki ktoś to śpiewa...
Póki ktoś tego słucha...
Oni żyją...
LEGENDY POLSKIE! Nie umarły — one śpią!
LEGENDY POLSKIE! W twojej krwi, w twojej mowie wciąż tkwią!
Nie trzeba im ołtarzy, nie trzeba złotych szat —
WYSTARCZY, ŻE PAMIĘTASZ CO OPOWIADAŁ CI DZIAD!
Perun. Weles. Swaróg.
Boruta. Dziewanna. Mokosz.
Wciąż tu są. Wciąż słuchają.
Powiedz to głośno — a wrócą.