KUŹNIA SWAROGA

Legendy Polskie: Zemsta Upadłych (Sezon 9) — Odcinek 20 · premiera 2026-08-21

← WSZYSTKIE TEKSTY
Pełna mobilizacja... No to również zaczynamy budować... Bo na takich wrogów... Nie ma co broni żałować... Kuźni nie stawia się w ukryciu, gdy wróg podnosi młoty — Stawiam ją na środku pola, na widoku ich roboty. Niech widzą nasze iskry, jak my widzimy ich łuny. Dwa obozy. Dwa ognie. A między nimi pole jak struny. Rozpalam ogień pierwszy raz, odkąd wróciłem zza bram, Węgiel zajmuje się od iskry — ogień poznaje mnie sam. Biorę młot — dłoń pamięta, choć minęły wieki całe. Kowala można zabić. Rzemiosło jest wytrwałe. Pierwsze uderzenie w kowadło niesie się przez pole jak dzwon, Drugie słychać za wzgórzami, trzecie — budzi każdy dom. Nie trzeba rogu ni wici — wystarczy rytm mojej pracy. Kto słyszy kucie Swaroga, ten wie: zbierają się wojacy. Pierwszy przychodzi Weles — wyrasta z ziemi jak krzew, Za nim z hukiem Thor — ten zawsze przynosi swój gniew. Po kolei, jeden za drugim, schodzą się na mój znak. Kuźnia zbiera szybciej niż trwoga. Tak to działa. Właśnie tak. Zeus staje w szeregu — bez błyskawic i bez świty. Kto przeżył własną pychę, ten materiał znakomity. A nad uschniętym dębem Kronos — stoi z boku, jak głaz. Nie podszedł. Ale przyszedł. Czas pokaże, po co przylazł. Nie wiem, co kują tamci — wiem, co wykuwam sam: Oni kują coś dla siebie — ja kuję bronie nam! Młot to nie tylko narzędzie — młot to jest obietnica: Póki bije mój młot, nie pokona nas ciemnica! Ogień bierze stal jak prawdę — wypala kłamstwo i brud, Zostaje tylko twardy rdzeń. Tak właśnie hartuje się lud. Każdemu patrzę w dłonie, nim oddam mu broń nową, Bo stal, co nie zna ręki, wisi nad własną głową. I nagle młoty cichną, choć nikt nie wydał komendy — W progu kuźni stoi bies. Ten z krateru. Ten z legendy. Wchodzi wolno między bogów, a szereg się rozstępuje: Przed tym, co zatrzymał piekło, nikt drogi nie tarasuje. On podchodzi do kowadła i wyciąga swoją dłoń, A ja mówię: "schowaj ją, biesie. W sobie nosisz już swą broń" I dobrze wiesz czarcie stary — nie trzeba tu mądrej głowy: Bo to co w sobie nosisz cięższe jest niż moje podkowy." A on się uśmiecha — ledwo, jak gdy pęka stary lód, I mówi: "dziękuję, kowalu." dwa słowa. Ważą jak cud. Potem staje obok ognia i patrzy na tamtą stronę, Gdzie ich moce kują w rytm — szykując się na wojnę. Noc. Nad polem dwie łuny: złota nasza, czerwona ich. Dwa kowadła, dwa rytmy — a między nimi żaden byt. I przez jedną krótką chwilę oba młoty biją w takt — Jakby wojna i jej koniec podpisały cichy pakt. Słyszysz, majsterku? My też umiemy w młoty.
▶ POSŁUCHAJ NA YOUTUBE