Na dnie mego piekła, gdzie nie sięga dźwięk,
Trzymam swą kolekcję bogów, trupów, męk.
Pomiędzy gigantami leży mały cień —
Dziś jemu, nie im, podaruję dzień.
Kładę dłoń na czole, wlewam w martwe żyły
Ogień dwóch królestw — niech wracają siły.
Drgnął. Złapał oddech. Otworzył ślepia —
I już do mojej piersi, nagle się przylepia.
Odgrywa mi teatr wdzięczności i cudu,
Jakbym nie widziała spod rzęs jego brudu.
Szlocha, sypie tytułami, drży jak liść na wietrze —
Nikt się tak nie korzy jak on. Nikt tak pięknie nie kłamie przecież.
Myśli, że nie widzę jadu pod ukłonem —
A ja właśnie jad chcę mieć pod swoim tronem.
JA JESTEM LILITH! Królowa dwóch bram!
Niebo i piekło w jednym ciele mam!
Jednym ruchem dłoni zetrę wasz plan —
Kto stanie mi na drodze, szybko zginie sam!
Daję mu, com obiecała: życie, wolność, dar —
Czarny płomień z mego serca, dwóch królestw żar.
Rośnie mi w oczach, mocniejszy niż za życia...
Mój mały Król Koszmaru, wyjęty z ukrycia.
"Przynieś mi tytana, co rozdziera nieba —
Ty jeden wiesz, jak wejść mu do wnętrza, jak trzeba."
Wiem, że mnie w końcu zdradzi — to jego natura,
Lecz zdrada w moich rękach to tylko partytura.
Niech kąsa, kogo zechce, niech knuje i kradnie —
Każda jego zdrada w mój plan i tak wpadnie.
Bo ja nie potrzebuję wiary ani cnoty —
Mnie wystarczy głód. A on ma go za trzy żywoty.
Prowadzę go ku górze, on rozgląda się wokoło,
Zerka na mych gigantów — zbyt śmiało, zbyt wesoło.
Niech sobie patrzy. Wąż liczy cudze skarby —
Ja liczę jego kroki i znam wszystkie jego farby.
Nagle strop zadrżał — TAMTEN rozdarł chmury,
Mój przyszły klejnot ryczy i wali w mury.
Stajemy nad progiem, światło tnie ciemności,
Za progiem ryczy bóg — mój łup, moje włości.
Otwieram przed nim wrota na płonący świat...
Idź, mój mały wężu — i zostaw po sobie ślad.
Idź, mój koszmarku. Przynieś mi go.
Oczywiście, królowo... Bebok zawsze dotrzymuje słowa.