Boruta?! Co tu się cholera stało?!
Dziesięć tysięcy lat? To raczej niemało!
Gdzie jest nasz świat i gdzie nasza ziemia?!
Widzę tu tylko same zniszczenia!
Byłeś tu sam, gdy myśmy gnili,
A wyście tutaj wszystko spalili!
Gadaj natychmiast ty rogatym bękarcie,
Bo zaraz zafunduję ci ciężkie zwarcie!
Otwieram część z pieczęci entropii,
Wstrzymuję czas w twojej ciemności!
Uspokój się bracie gdy rozmawiamy,
Chyba że chcesz zostać rozerwany!
Próbowałem z Demiurgiem walkę stoczyć,
Mocą entropii całego otoczyć!
Lecz on tylko żuł to pieprzone proso,
Patrzył na mnie tak strasznie kpiąco!
Odchodził bez słowa, nie chciał walczyć wcale,
Zostałem sam na tej pieprzonej skale!
Dziwisz się skąd ta data, skąd te zniszczenia?
Strefa zero nie rzuca na zegar cienia!
Gdy wyście w kodzie binarnym wisieli,
Tu słońca gasły i ludzie ginęli!
Tam czas jest martwy, to cyfrowa klatka,
Dla was to chwila – dla mnie długa jatka!
Więc pojmij to wreszcie swym boskim rozumem,
Że dzieli nas przepaść zrodzona tym szumem!
Dziesięć tysięcy lat samotności,
Dochodziło we mnie do szału i złości!
Demiurg milczał i żuł swoje ziarna,
Moja egzystencja była tutaj marna!
Dziesięć tysięcy lat samotności,
Dochodziło we mnie do szału i złości!
Demiurg milczał i żuł swoje ziarna,
Moja egzystencja była tutaj marna!
Nie chciał mnie zabić, nie chciał mnie zniszczyć,
Musiałem więc własne plany ziścić!
Próbowałem wszystkiego, by zabić nudę,
Stworzyłem więc nową i boską ułudę!
Rozciąłem swą duszę na kawałki małe,
By stworzyć istoty wnet doskonałe!
Skopiowałem siebie, by mieć z kim gadać,
By móc tym nowym światem władać!
Twój bełkot, Boruta, nikogo nie wzrusza,
Choć widzę, że czarna jest twoja dusza!
Powiedz mi lepiej, co to za cienie,
Co rzucają na nas to dziwne spojrzenie!
Czy te potwory, co stoją za tobą,
Czy są jakąś nową i dziwną ozdobą?
Śmierdzą twą mocą i twoim grzechem,
Nie zbywaj nas teraz głupim uśmiechem!
Oto moje dzieci, z mroku wyklęte,
Z mojej własnej esencji siłą wycięte!
Amoki to chaos – co płonie i niszczy!
Krot to jest kłamstwo – co w uchu piszczy!
Swakul to podstęp – co wbija nóż w plecy!
Sardon to szyderstwo – z waszej marnej hecy!
To są moi jeźdźcy, co niosą zagładę,
Wprowadzam w życie nową zasadę!
Czterech bogów z mojej krwi i kości...
Nie znają strachu, nie znają litości...
Nie są wrogami, lecz nową armią...
Co się krwią stwórcy wkrótce nakarmią...
Witajcie w domu, moi przyjaciele...
Mamy do zrobienia tutaj bardzo wiele...
To koniec świata, jaki znaliście...
Dawno tu opadły ostatnie liście...