Byłem królem nieba,
Panem burzy i monsumu!
Mój gniew był nawałnicą,
Co łamała wbrew rozumu!
Gdy Perun lizał swe rany,
Ja zasiadłem na tronie!
Myślałem że jestem bogiem,
Dziś się własnych murów boję!
Bo on wszedł w moje chmury,
Jak szept, jak myśli zatrute!
Nie bał się mych piorunów,
Zmusił bym rozpoczął pokutę!
Nagle w deszczu zobaczyłem,
Nie wodę, lecz krew i łzy!
A w grzmocie usłyszałem,
Krzyk tak głośny jak zły!
Moje chmury, moja twierdza,
Stały się mym więzieniem!
Bałem się spojrzeć w górę,
Bo stamtąd padały cienie!
On nie zabrał mi nieba,
On zabrał mi odwagę!
Jam kiedyś król burzy,
Lecz dziś starciłem przewagę!
Zaś jako ja Raróg,
Najemnik bez pana!
Spopielałem wszystko z góry,
Od wieczora aż do rana!
Gardziłem ich grą o tron,
Ich słabością, ich strachem!
Dla mnie liczył się tylko,
Płomień nad ich dachem!
Lecz on wszedł w mój ogień,
Jak zimny, czarny lód!
I pokazał mi wizję,
Gdzie płomień, zmienia się w lód!
Gdzie mój żar nie niszczył,
Lecz tworzył masę strachu!
Gdzie ja, ognisty sokół,
Bałem się świata dachu!
Strach przed wysokością,
Ja, co żyłem w przestworzach!
To jest upokorzenie,
Co wytrzymać go nie można!.
On nie zabrał mi ognia,
On zabrał mi wolność!
Najemnik bogów, co robił za kata,
Teraz w chmurach, nawet nie polata!
Jak rządzić niebem,
Gdy boisz się spojrzeć w górę?
Jak być bogiem burzy,
Gdy masz w sercu wielką dziurę?
Moja siła jest bezużyteczna,
Gdy umysł jest złamany!
Potrzeba mi kogoś,
Kto opali te rany...
Kogoś, kogo siła,
Też została złamana!
Kogoś równie dumnego,
Kto leży na kolanach!
Kogoś, kogo potęga,
Jest równie absurdalna!
Kogoś, kogo nienawiść,
Przebudziła się pradawna!
Spotkali się na szczycie,
Najwyższej z gór przeklętych.
Wśród burzy i płomieni,
Mimo relacji napiętych!
Nie było tu przyjaźni,
Ni słów o przebaczeniu.
Tylko dwóch upokorzonych,
W milczącym zrozumieniu.
"Ty chcesz odzyskać niebo!"
Warknął Raróg przez płomienie.
"A ty chcesz latać znowu!"
Płanetnik wydał brzmienie.
"On złamał naszą dumę!"
"On zniszczył naszą siłę!"
"Ale razem, we dwóch!"
"Możemy wysłać go w mogiłę!"
"Ty dasz mi swe pioruny!"
Rzekł Ognisty bez wahania.
"A ty dasz mi swe skrzydła,"
Odparł Bóg bez błagania.
"Stworzymy tornado ognia!"
"Jakiej świat nie widział!"
"Spalimy go na popiół!"
"O którym nikt nigdy nie pisał!"
Tak powstała Koalicja,
Zrodzona z upokorzenia!
Sojusz ognia i burzy,
Co nie zna przebaczenia!
Ostatnia frakcja w tej wojnie,
Najpotężniejsza z wszystkich trzech!
Lecz czy siła wystarczy,
By ustał strachu śmiech...