Byłem królem nieba, panem burzy i monsunu
Mój gniew był nawałnicą, co łamała wbrew rozumu
Gdy Perun lizał swe rany, ja zasiadłem na tronie
Myślałem że jestem Bogiem, dziś się własnych murów boję
Bo on wszedł w moje chmury, jak szept, jak myśli zatrute
Nie bał się mych piorunów, zmusił bym rozpoczął pokutę
Nagle w deszczu zobaczyłem, nie wodę, lecz krew i łzy
A w grzmocie usłyszałem krzyk tak głośny jak i zły
Moje chmury, moja twierdza, stały się mym więzieniem
Bałem się spojrzeć w górę, bo stamtąd padały cienie
On nie zabrał mi nieba, on zabrał mi odwagę
Jam, kiedyś król burzy, lecz dziś straciłem przewagę
Zaś jako ja Raróg, najemnik bez pana
Spopielałem wszystko z góry, od wieczora aż do rana
Gardziłem ich grą o tron, ich słabością, ich strachem
Dla mnie liczył się tylko płomień nad ich dachem
Lecz on wszedł w mój ogień jak zimny, czarny lód
I pokazał mi wizje gdzie płomień zmienia się w lód
Gdzie mój żar nie niszczył, lecz tworzył masę strachu
Gdzie ja, ognisty sokół, bałem się świata dachu
Strach przed wysokością, ja, co żyłem w przestworzach
To jest upokorzenie co wytrzymać go nie można
On nie zabrał mi ognia, on zabrał mi wolność
Najemnik Bogów co robił za kata
Teraz w chmurach nawet nie polata
Jak rządzić niebem, gdy boisz się spojrzeć w górę
Jak być Bogiem Burzy, gdy masz w sercu wielką dziurę
Moja siła jest bezużyteczna, gdy umysł jest złamany
Potrzeba mi kogoś kto opali te rany
Kogoś kogo siła też została złamana
Kogoś równie dumnego kto leży na kolanach
Kogoś kogo potęga jest równie absurdalna
Kogoś kogo nienawiść przebudziła się pradawna
Spotkali się na szczycie najwyższej z gór przeklętych
Wśród burzy i płomieni mimo relacji napiętych
Nie było tu przyjaźni, ni słów o przebaczeniu
Tylko dwóch upokorzonych w milczącym zrozumieniu
Ty chcesz odzyskać niebo, warknął Raróg przez płomienie
A ty chcesz latać znowu, Płanetnik wydał brzmienie
On złamał naszą dumę, on zniszczył naszą siłę
Ale razem, we dwóch możemy wysłać go w mogiłę
Ty dasz mi swe pioruny, rzekł ognisty bez wahania
A ty dasz mi swe skrzydła, odparł Bóg bez błagania
Stworzymy tornado ognia jakiego nigdy świat nie widział
Spalimy go na popiół o którym nikt nigdy nie pisał
Tak powstała koalicja zrodzona z upokorzenia
Sojusz ognia i burzy co nie zna przebaczenia
Ostatnia frakcja w tej wojnie, najpotężniejsza z wszystkich trzech
Lecz czy siła wystarczy by ustał strachu śmiech (ustał strachu śmiech) (strachu śmiech x2)