A teraz, dzieci, o Babie Jadze.
Z diabłem trzymała, w ciemnym lesie mieszkała.
Dzieci do chatki zwabiała,
A potem w piecu…
Znowu zaczynasz od pieca, babo?
Znowu piec i znowu diabeł. Już mi koniec napisałaś.
A kto z mojej chaty wyszedł? Tego wnukom nie podałaś.
Zostaw zęby, zostaw czaszki, nie rób ze mnie dobrej babki.
Ale posłuchaj, co wyniosła jedna panna z mojej chatki.
Chata kręci się na nogach, wokół płot z człowieczych kości.
Tyłem stoi do gęstwiny, przodem zwraca się do gości.
W stępie jadę między drzewa, ciężki stępor mnie pogania.
Miotła ślady za mną zmiata. Las się za plecami kłania.
Biały jeździec — dzień mój jasny. Czerwony — moje słońce.
Czarny — noc, co wraca do mnie, kiedy dzień dobiega końca.
Trzech ich panna zobaczyła, nim stanęła przed mym płotem.
Szła po ogień. Jej macocha już nie chciała jej z powrotem.
Jestem Baba Jaga — ogień, kość i las.
Babo, mów do końca, póki mamy czas.
Jestem Baba Jaga — jeszcze płonie żar.
Mogę cię pożreć. Mogę dać ci dar.
Wasilisa miała przebrać mak zmieszany z czarną ziemią.
Nie podoła — to ją pożrę. Takie było polecenie.
Mała lalka po jej matce w ciężkiej pracy pomagała.
Gdy wracałam, wszystko było już gotowe. Panna cała.
„Matka mnie błogosławiła” — tak mi panna odpowiada.
Wyrzuciłam ją za bramę. Nie chcę takich w moich ścianach.
Lecz na drogę dałam czaszkę, w oczach ogień zamiast nocy.
Nie odeszła z pustą ręką. Światło niosła do macochy.
Tamta wraz ze swymi córkami chciała zgubić ją w gęstwinie.
Teraz blask je wszędzie ścigał — żadna przed nim się nie skryje.
Świt zobaczył po nich popiół. Wasilisy nie ruszyło.
Nie pytaj tylko, kto był straszny. Pytaj, co się wydarzyło.
Jestem Baba Jaga — ogień, kość i las.
Babo, mów do końca, póki mamy czas.
Jestem Baba Jaga — jeszcze płonie żar.
Mogę cię pożreć. Mogę dać ci dar.
Inna panna za Finistem żelazne buty zdarła.
Do mnie przyszła, do mych sióstr — żadna jej nie pożarła.
Młotek, talerz, konia wzięła, każda dalej ją posłała.
Nie pokonała nas mieczem. Z naszej pomocy skorzystała.
W dobrzyńskiej baśni parobcy chcieli jędzę w rzece zgubić.
Piecuch stanął jej w obronie, nie pozwolił jej utopić.
Potem przyszła pora spłaty: skąd dla panny ziele dostać.
Ja wskazałam mu lekarstwo. Ona mogła żywa zostać.
Nie mam księgi sprzed chrztu, babo.
Mam baśnie spisane wiele wieków później.
Nie wszystko z nich da się odwinąć.
Nie wszystko wiadomo.
Ale skoro opowiadasz to, co ocalało…
Nie urywaj w połowie.
Dziś mnie wkładasz w krótką groźbę: „Nie idź w las, bo Jaga zjada”.
I już rośnie nowe dziecko, które tylko strach powtarza.
Niech się boi. Bór jest ciemny. Niech pamięta płot i kości.
Ale niech też zna dziewczynę, która ogień stąd wynosi.
Jestem Baba Jaga — ogień, kość i las.
Babo, mów do końca, póki mamy czas.
Jestem Baba Jaga — jeszcze płonie żar.
Mogę cię pożreć. Mogę dać ci dar.
A potem, dzieci…
Wasilisa wróciła z lasu.
Niosła ogień.
No, babo.
Teraz pamiętasz.