Dość już tego, bez przesady
Czarny złamał wszelkie zasady
W moim świecie nasi mili
Prawie się już wykrwawili
Są granice nawet dla Boga
Przekroczono Rubikon, szkoda
Miałem nadzieję na mały epizod
A ty czarny dziadzie wystawiłeś garnizon
Lata mijały, a me moce o życie dbały
Pilnowałem płodności, gasiłem złości
By świat kwitł cały, by matki zradzały
Żeby dzieci uśmiechy na twarzach miały
A nagle wpadasz ty i burzysz me dzieło
Zalewasz hordami chaosu cholero
Koniec, basta, już dość zobaczyłem
W tym momencie z niebios stąpiłem
Oto Jaryło, skończyło się igranie
Jam jest wiosna co na wieki tu zostanie
Ma siła to życie co rozwiewa wasze chmury
Zamiast krwi popłynie sok z mojej natury
Jestem gniewem ziemi i furią odrodzenia
Dla waszych plugawych istnień nie ma przebaczenia
Moje imię postrach dla waszego pana
Bo z mojej mocy dziś powstanie armia niezłamana
Unoszę swoje dłonie, z palców płynie złoty blask
To nie jest magia, to życia czysty czas
Rany się zasklepiają, trupy wstają z ziemi
Wskrzeszam każdą duszę co walczyła ku nadziei
Wiedzmini czują w żyłach nową, dziką moc
Ich eliksiry działają jakby minęła noc
Czarownice odzyskują siły, ich magia znów jest czysta
Armia światła powstaje potężna, oczywista
Spojrzałem na Strzygę i na tego Żmija
Generałowie mroku, ryknąłem, wasz czas właśnie mija
Myśleliście, że ta ziemia jest wasza, że ją posiądziecie
Lecz ta ziemia ma swych panów, wnet się o tym dowiecie
Mój głos to ryk natury, co budzi się do boju
Wkurzony Bóg wiosny co przez was nie ma już spokoju
Nie przyszedłem tu walczyć, przyszedłem tu zwyciężyć
I waszą plugawą rasę z powierzchni Ziemi wypieprzyć
Królowa lodu patrzy, jej błękitne oczy bledną
Mój żar roztapia sople, czyniąc jej moc zbędną
Ognista pani walczy z furią podwojoną
Jej płomienie tańczą z moją siłą zjednoczoną
Zmory piszczą w agonii gdy mój blask je dosięga
Bo światło życia to dla nich śmiertelna potęga
Wasz szantaż psychiczny to dla mnie dziecinna gra
Bo ja jestem życiem które wieczne trwa
Lecz widzę że to mało, że wasze hordy są wszędzie
Że sama moja siła zwycięstwa nie zdobędzie
Bitwa znów jest równa, choć dałem im nadzieję
Potrzeba czegoś więcej nim świat całkiem sczernieje
Spojrzałem w stronę lasu skąd dobiegł znajomy ton
Zew mojej kochanej siostry co prowadzi Dziki Gon
Uśmiecham się pod nosem bo wiem że już tu pędzi
Czekała aż sam się ruszę,
Zaraz was będzie gnębić x3