Dość już tego, bez przesady,
Czarny złamał wszelkie zasady!
W moim świecie nasi mili,
Prawie się już wykrwawili,
Są granice nawet dla boga,
Przekroczono rubikon. Szkoda!
Miałem nadzieję na mały epizod,
A ty Czarny dziadzie wystawiłeś garnizon!
Lata mijały, a me moce o życie dbały,
Pilnowałem płodności, gasiłem złości,
By świat kwitł cały, by matki zradzały,
Żeby dzieci uśmiechy, na twarzach miały!
A nagle wpadasz ty i burzysz me dzieło,
Zalewasz chordami chaosu cholero!
Koniec basta, już dość zobaczyłem!
W tym momencie, z niebios zstąpiłem!
Oto Jaryło! Skończyło się igranie!
Jam jest wiosna, co na wieki tu zostanie!
Ma siła to życie, co rozwiewa wasze chmury!
Zamiast krwi popłynie sok z mojej natury!
Jestem gniewem ziemi i furią odrodzenia!
Dla waszych plugawych istnień nie ma przebaczenia!
Moje imię to postrach, dla waszego pana!
Bo z mojej mocy dziś powstanie armia niezłamana!
Unoszę swoje dłonie, z palców płynie złoty blask,
To nie jest magia, to życia czysty czas!
Rany się zasklepiają, trupy wstają z ziemi,
Wskrzeszam każdą duszę, co walczyła ku nadziei!
Wiedźmini czują w żyłach nową, dziką moc,
Ich eliksiry działają, jakby minęła noc.
Czarownice odzyskują siły, ich magia znów jest czysta,
Armia światła powstaje, potężna, oczywista!
Spojrzałem na Strzygę i na tego Żmija,
"Generałowie Mroku?" - ryknąłem - "Wasz czas właśnie mija!".
"Myśleliście, że ta ziemia jest wasza, że ją posiądziecie?",
"Lecz ta ziemia ma swych panów, wnet się o tym dowiecie!".
Mój głos to ryk natury, co budzi się do boju,
Wkurzony bóg wiosny, co przez was nie ma już spokoju!
Nie przyszedłem tu walczyć. Przyszedłem tu zwyciężyć!
I waszą plugawą rasę z powierzchni ziemi wypieprzyć!
Królowa Lodu patrzy, jej błękitne oczy bledną,
Mój żar roztapia sople, czyniąc jej moc zbędną.
Ognista Pani walczy z furią podwojoną,
Jej płomienie tańczą z moją siłą zjednoczoną.
Zmory piszczą w agonii, gdy mój blask je dosięga,
Bo światło życia to dla nich śmiertelna potęga.
Wasz atak psychiczny to dla mnie dziecinna gra,
Bo ja jestem życiem, które wiecznie trwa!
Lecz widzę, że to mało, że wasze hordy są wszędzie,
Że sama moja siła zwycięstwa nie zdobędzie.
Bitwa znów jest równa, choć dałem im nadzieję,
Potrzeba czegoś więcej, nim świat całkiem sczernieje.
Spojrzałem w stronę lasu, skąd dobiegł znajomy ton,
Zew mojej kochanej siostry, co prowadzi Dziki Gon!
Uśmiecham się pod nosem, bo wiem, że już tu pędzi,
Czekała aż sam się ruszę, zaraz was będzie gnębić!