GNIEW BORUTY

Legendy Polskie: Zemsta Upadłych (Sezon 9) — Odcinek 15

← wszystkie teksty
Jedną dłonią trzymam cios, w którym całe piekło drży. Nie czuję go. Czuję imię. I ono boli mocniej niż wy. Perun krzyknął je z wzgórza — ja milczałem o nim wieki. Halaszka. Jedno słowo — a dłoń, co trzyma piekło, drży jak powieki. Pamiętam bal w Będzinie. Krzyżyk złoty na jej szyi. Nie mogłem jej dotknąć — czułem się strasznie niczyi. Trzeciej nocy przyszli po mnie z dołu — i poszedłem. Bez słowa, bez pożegnania. Jak złodziej z domu wyszedłem. Mówią: klasztor. Mówią: zgasła z żalu — sama. Nie sprawdziłem nigdy. Tchórzowi wystarczy zamknięta brama. A teraz Perun rzuca jej duszę między mnie a piekło — jak kość. Wie, gdzie uderzyć. Zawsze wiedział. Po prostu miał dość. Podnoszę wzrok. Ona — na nim. Królowa na bogu. A w bogu coś, co drgnęło, gdy stanął przy mnie na progu. Coś we mnie go zna. Nie pytajcie skąd. Nie dziś. Dziś wystarczy, że on to czuje — i dlatego nie chce iść. Mówię to cicho. Do nikogo. Tak jak wtedy, w Będzinie, do drzwi. Cztery słowa. I zamykam dłoń. I świat na chwilę śpi. ZNOWU MUSZĘ TO ZROBIĆ — choć przysięgałem że już dość. ZNOWU MUSZĘ TO ZROBIĆ — bo inaczej zostanie tu tylko kość. Nie z gniewu. Nie z dumy. Nie po to, by coś udowodnić — Tylko dlatego, że mogę. I dlatego muszę to zrobić. Nie ma huku. Jest cisza, jakby ktoś wyłączył dźwięk. Błoto zapada się w punkt — zanim zdążysz poczuć lęk. Miliony ich. Bez krzyku. Bez dymu. Bez jęku. Piekielna armia znika — bez ni jednego dźwięku. Na wzgórzu bogowie padają na twarze — bez czci, z ciężaru, Perun jeden stoi. Nie odwraca się bo wie że to z jego pożaru. A ona? Odrzucona z tytanem daleko. Nietknięta. Ani włos. Tylko tytan pod nią klęka — jakby usłyszał znajomy głos. Stoję w kraterze sam. Pole czyste jak rano. Czuję, jak pęka coś głębiej niż kość — coś, co nosić mi dano. Tego nie chciałem. Nie tak. Nie tu. Nie tym. Kontrola była wszystkim, co miałem — i z niej został dym. Królowa na klęczącym bogu patrzy na mnie z góry, I pierwszy raz, odkąd istnieje, nie gra w żadne gry. Zdziwienie. Czyste jak u dziecka. Pyta cicho: "Kim ty jesteś?" A ja nie patrzę na nią. Patrzę ponad nią — gdzieś. Na wzgórze. Na tego, co krzyknął. I pytam go o jedną rzecz: Perunie... zadowolony? Piekło odrośnie — piekło zawsze odrasta. Tylko wrak już nie wróci w błoto. Udawanie skończone. Basta.
▶ Posłuchaj na YouTube