Ogień i lód zwarły się w uścisku
A na polu bitwy leciał grad pocisków
Sojusz białych ledwo już trzymał swą kopuł rękę
Gdy z mroku wylazły dwie nowe mendy wielkie
Jedna z pazurami co rwą ludzkie trzewia
Druga z jadem co dusze lubi grzebać
Zmora była szeptem, królowa była chłodem
Lecz my nie bawimy się w psychiczny podchodek
Jam jest strzyga, głodna świeżej krwi i mięsa
Mój wrzask to sygnał że nadchodzi wasza klęska
Rozrywam wasze tarcze, wasze pancerze i skóry
Dla mnie wasza tarcza to śmiechu warte bzdury
Mój pazur tnie głębiej niż jakakolwiek stal
Kończy się zabawa, zaczyna się krwawy bal (zaczyna się krwawy bal)
A ja jestem Żmij co pełznie pośród ciał
Mój jad nie zabija od razu, to powolny szał
Wprowadzam w wasze żyły truciznę i zwątpienie
Które wasze serca zmieni w zwykłe trupa drżenie
Moje łuski twardsze są niż smocza skóra
Mój syk to melodia którą nuci wam kostucha
Kąsam waszych medyków, zatruwam wasze zioła
Nie będzie uzdrowienia, nikt z was mi nie podoła
Strzyga i Żmij, wchodzimy razem w bój
Pazur i jad, przełamiemy was w pół
Jesteśmy katami z armii Czarnoboga
Dla waszych mizernych żyć nadchodzi trwoga
Kończy się wasz opór, kończy się wasz mit
Za chwilę z was zostanie już tylko pył i krzyk
Strzyga uderza w tarczę co stworzyły czarownice
Jej pazury kruszą magię, czas odebrać ich
Bariera pęka, chaos wdziera się do środka
Żmij kąsa tych z mieczami, jej trucizna jest tak słodka
Białowłosa krzyczy, lecz jej głos już siły nie ma
Patrzy jak jej armia kona, to ostatnia scena
Szala zwycięstwa chyli się na stronę mroku
Nie ma już nadziei w ich przerażonym wzroku
Pękła tarcza, zgasł ostatni płomień wiary
Na polu bitwy stoją tylko ofiary
Czarnobóg się śmieje, zwycięstwo jest o krok
Czerwona dalej walczy, choć opada już jej wzrok
I nagle słońce wschodzi i słyszać jego krok
To pierwszy z Bogów co wpadnie w ten amok