Dziki Gon Bogów

Czas Mroku (Sezon 2)

← wszystkie teksty
Czekała w cieniu drzew aż brat da jej znak Słyszała jego rozpacz, czuła cierpienia smak Jej psy skomlały, łuk drżał w jej dłoni Paliła się do walki, do tej krwawej pogoni On jest życiem co leczy, ona furią co goni Koniec czekania, dość tej bezczynnej roli Jej dziki gon rusza, zew natury niesie wiatr Generałowie mroku dziś poznacie gniewu smak A on stał z boku, z ogniem nadziei w dłoni Wierzył w siłę ludzi, że ich męstwo ich obroni Miał nadzieję że ogień będzie tylko światłem A nie bronią co spopieli wroga światem Lecz gdy rodzeństwo Bogów ruszyło razem w bój Gdy Jaryło z Dziewanną zobaczyło chaosu rój Zrozumiał że bezczynność to zdrada i błąd Jego ogień nadziei zmienia się w pożogi sąd Dziki Gon Bogów to boska nawałnica Płomień i furia, dla wrogów szubienica Jaryło leczy rany, Dziewanna wrogów goni A Swarożyc spala wszystko co się przed nimi broni Jesteście tego świadkiem, czas na wielkie polowanie Generałowie mroku, kończmy wasze panowanie To jest rubikon Bogów, punkt bez odwrotu Zaczynamy kontratak, czas na masę łomotu Dziewanna niczym strzała wpada między wrogów Nie walczy, lecz poluje, szuka swoich wrogów Za cel obrała Strzygę co myślała że jest bestią Lecz przy Bogini Łowów jest jeno tylko lekcją Z czasem jej pazury zostaną połamane A jej plugawe serce strzałami poprzeszywane Dziki Gon dopada Żmija co chowa się wśród ciał rozrywa łuski, czas kończyć jego bal Swarożyc niczym słońce rozświetla pole bitwy Jego boski ogień kończy mroczne modlitwy Spopiela czarty i demony, obraca w pył ich kości Nie zostawia po nich śladu, nie zna słowa litości Jego żar to czystka, święte oczyszczenie Dla plugastwa Czarnoboga ostateczne zniszczenie Zmory drą się w agonii gdy jego blask je pali Bo ogień Swarożyca mrok do cna wypali Wtem królowa ognia czuje nową siłę Jej płomienie rosną, spopielając mogiłę Wsparta płomieniami Swarożyca jej moc jest podwojona Teraz królowa lodu jest w opałach, przerażona Jej lodowe mury topnieją jak śnieg na wiosnę Ognista pani atakuje, raniąc ją nieznośnie Pojedynek tytanów wchodzi w decydującą fazę Gdzie ogień ma przewagę, kończącą nową fazę Pani chaosu się śmieje, jej magia jest bez granic Już nie musi się bronić, czas by wrogów ranić Jej głośne błyskawice tańczą pośród wrogów Rozrywają legiony, giną wnet w amoku A obok Białowłosa z armią swych mutantów Wskrzeszeni przez Jaryłę, legion kombatantów Znów z furią i precyzją, jak maszyna do mielenia Odzyskują pole bitwy bez chwili wytchnienia Linie wroga pękają, zaczyna się ucieczka To już nie jest bitwa, to jest zwykła sieczka Generałowie mroku co siali postrach i trwogę Sami są zwierzyną, zgubili swoją drogę Do piekła które sami na tej ziemi stworzyli Gonieni przez Bogów w jednej krótkiej chwili Szala się przechyliła, zwycięstwo jest o krok Lecz ta wygrana bitwa budzi tylko większy mrok Czarnobóg patrzy z tronu, w jego oczach nie ma strachu Jest tylko furia Boga, z boskiego schodzi dachu On od eonów lat nie zaznał upodlenia Lecz jego cierpliwość w pył właśnie się zamienia To zwycięstwo białych to dla niego obelga Obudziło w nim bestię co dłużej już nie czeka Chce wkroczyć sam i zakończyć te igraszki Lecz nie wie że z góry patrzy Bóg Słowiański
▶ Posłuchaj na YouTube