Czekała w cieniu drzew, aż brat da jej znak,
Słyszała jego rozpacz, czuła cierpienia smak.
Jej psy skomlały, łuk drżał w jej dłoni,
Paliła się do walki, do tej krwawej pogoni.
On jest życiem, co leczy, ona furią, co goni!
Koniec czekania, dość tej bezczynnej ironii!
Jej Dziki Gon rusza, zew natury niesie wiatr!
Generałowie Mroku, dziś poznacie gniewu smak!
A on stał z boku, z ogniem nadziei w dłoni,
Wierzył w siłę ludzi, że ich męstwo ich obroni!
Miał nadzieję, że ogień będzie tylko światłem,
A nie bronią, co spopieli wroga świat ten.
Lecz gdy rodzeństwo bogów ruszyło razem w bój,
Gdy Jaryło z Dziewanną zobaczyli chaosu rój,
Zrozumiał, że bezczynność to zdrada i ich błąd!
Jego ogień nadziei zmienia się w pożogi sąd!
Dziki gon bogów! To boska nawałnica!
Płomień i furia! Dla mroku szubienica!
Jaryło leczy rany, Dziewanna wrogów goni!
A Swarożyc spala wszystko, co się przed nimi broni!
Szala się przechyla! Czas na wielkie polowanie!
Generałowie Mroku, kończmy wasze panowanie!
To jest Rubikon Bogów! Punkt bez odwrotu!
Zaczynamy kontratak, czas na masę łomotu!
Dziewanna niczym strzała wpada między wrogów,
Nie walczy, lecz poluje, szuka swoich wrogów.
Za cel obrała Strzygę, co myślała, że jest bestią,
Lecz przy bogini łowów jest jeno tylko lekcją,
Czasu, nim jej pazury zostaną połamane,
A jej plugawe serce strzałami poprzeszywane.
Dziki Gon dopada żmija, co chowa się wśród ciał,
Gon mu rozrywa łuski, czas skończyć jego bal!
Swarożyc niczym słońce rozświetla pole bitwy,
Jego boski ogień kończy mroczne modlitwy.
Spopiela czarty i demony, obraca w pył ich kości,
Nie zostawia po nich śladu, nie zna słowa litości.
Jego żar to czystka, święte oczyszczenie,
Dla plugastwa Czarnoboga ostateczne zniszczenie.
Zmory drą się w agonii, gdy jego blask je pali,
Bo ogień swarożyca mrok do cna wypali!
Wtem Królowa Ognia czuje nową siłę,
Jej płomienie rosną, spopelając mogiłę.
Wsparta ogniem Swarożyca, jej moc jest podwojona,
Teraz Królowa Lodu jest w opałach, przerażona!
Jej lodowe mury topnieją jak śnieg na wiosnę,
Ognista Pani atakuje, raniąc ją nieznośnie.
Pojedynek tytanów wchodzi w decydującą fazę,
Gdzie ogień ma przewagę, kończąc lodową fazę!
Pani Chaosu się śmieje, jej magia jest bez granic,
Już nie musi się bronić, czas by wrogów ranić!
Jej głośne błyskawice tańczą pośród wrogów,
Rozrywają legiony, giną wnet w amoku!
A obok Białowłosa, z armią swych mutantów,
Wskrzeszeni przez Jaryłę, legion kombatantów,
Tną z furią i precyzją, jak maszyna do mielenia,
Odzyskują pole bitwy, bez chwili wytchnienia!
Linie wroga pękają, zaczyna się ucieczka,
To już nie jest bitwa, to jest zwykła sieczka!
Generałowie mroku, co siali postrach i trwogę,
Sami są zwierzyną, zgubili swoją drogę!
Do piekła, które sami na tej ziemi stworzyli,
Gonieni przez bogów, w jednej krótkiej chwili.
Szala się przechyliła, zwycięstwo jest o krok,
Lecz ta wygrana bitwa obudzi tylko większy mrok.
Czarnobóg patrzy z tronu, w jego oczach nie ma strachu,
Jest tylko furia boga, co schodzi z boskiego dachu,
On od tysięcy lat, nie zaznał upokorzenia,
Lecz jego cierpliwość, w pył właśnie się zamienia,
To zwycięstwo "białych" to dla niego obelga,
Obudziło w nim bestię, co dłużej już nie czeka!
Chce wkroczyć sam i zakończyć te igraszki,
Lecz nie wie, że z góry patrzy bóg słowiański...