Czekała w cieniu drzew aż brat da jej znak
Słyszała jego rozpacz, czuła cierpienia smak
Jej psy skomlały, łuk drżał w jej dłoni
Paliła się do walki, do tej krwawej pogoni
On jest życiem co leczy, ona furią co goni
Koniec czekania, dość tej bezczynnej roli
Jej dziki gon rusza, zew natury niesie wiatr
Generałowie mroku dziś poznacie gniewu smak
A on stał z boku, z ogniem nadziei w dłoni
Wierzył w siłę ludzi, że ich męstwo ich obroni
Miał nadzieję że ogień będzie tylko światłem
A nie bronią co spopieli wroga światem
Lecz gdy rodzeństwo Bogów ruszyło razem w bój
Gdy Jaryło z Dziewanną zobaczyło chaosu rój
Zrozumiał że bezczynność to zdrada i błąd
Jego ogień nadziei zmienia się w pożogi sąd
Dziki Gon Bogów to boska nawałnica
Płomień i furia, dla wrogów szubienica
Jaryło leczy rany, Dziewanna wrogów goni
A Swarożyc spala wszystko co się przed nimi broni
Jesteście tego świadkiem, czas na wielkie polowanie
Generałowie mroku, kończmy wasze panowanie
To jest rubikon Bogów, punkt bez odwrotu
Zaczynamy kontratak, czas na masę łomotu
Dziewanna niczym strzała wpada między wrogów
Nie walczy, lecz poluje, szuka swoich wrogów
Za cel obrała Strzygę co myślała że jest bestią
Lecz przy Bogini Łowów jest jeno tylko lekcją
Z czasem jej pazury zostaną połamane
A jej plugawe serce strzałami poprzeszywane
Dziki Gon dopada Żmija co chowa się wśród ciał
rozrywa łuski, czas kończyć jego bal
Swarożyc niczym słońce rozświetla pole bitwy
Jego boski ogień kończy mroczne modlitwy
Spopiela czarty i demony, obraca w pył ich kości
Nie zostawia po nich śladu, nie zna słowa litości
Jego żar to czystka, święte oczyszczenie
Dla plugastwa Czarnoboga ostateczne zniszczenie
Zmory drą się w agonii gdy jego blask je pali
Bo ogień Swarożyca mrok do cna wypali
Wtem królowa ognia czuje nową siłę
Jej płomienie rosną, spopielając mogiłę
Wsparta płomieniami Swarożyca jej moc jest podwojona
Teraz królowa lodu jest w opałach, przerażona
Jej lodowe mury topnieją jak śnieg na wiosnę
Ognista pani atakuje, raniąc ją nieznośnie
Pojedynek tytanów wchodzi w decydującą fazę
Gdzie ogień ma przewagę, kończącą nową fazę
Pani chaosu się śmieje, jej magia jest bez granic
Już nie musi się bronić, czas by wrogów ranić
Jej głośne błyskawice tańczą pośród wrogów
Rozrywają legiony, giną wnet w amoku
A obok Białowłosa z armią swych mutantów
Wskrzeszeni przez Jaryłę, legion kombatantów
Znów z furią i precyzją, jak maszyna do mielenia
Odzyskują pole bitwy bez chwili wytchnienia
Linie wroga pękają, zaczyna się ucieczka
To już nie jest bitwa, to jest zwykła sieczka
Generałowie mroku co siali postrach i trwogę
Sami są zwierzyną, zgubili swoją drogę
Do piekła które sami na tej ziemi stworzyli
Gonieni przez Bogów w jednej krótkiej chwili
Szala się przechyliła, zwycięstwo jest o krok
Lecz ta wygrana bitwa budzi tylko większy mrok
Czarnobóg patrzy z tronu, w jego oczach nie ma strachu
Jest tylko furia Boga, z boskiego schodzi dachu
On od eonów lat nie zaznał upodlenia
Lecz jego cierpliwość w pył właśnie się zamienia
To zwycięstwo białych to dla niego obelga
Obudziło w nim bestię co dłużej już nie czeka
Chce wkroczyć sam i zakończyć te igraszki
Lecz nie wie że z góry patrzy Bóg Słowiański