"Robaki" — tak rzekła i stoi jak głaz,
To jedno słowo zapaliło nas.
Dwa gniewy dojrzewają w ciszy, co grzmi —
Zaraz się przekona, kim są biesy z krwi.
Przeżyłem wieki piekła, znam tortury smak,
Ze mnie został tylko gniewu czarny wrak.
Robakiem mnie nazwała ta pani dwóch bram —
Za taką obelgę rachunek jej dam.
Duma to ostatnie, co mi w piekle zostało,
A kto pluje w dumę — temu będzie mało.
Procesory liczą, analiza wre,
Wynik jest bezlitosny: szanse mamy złe.
Pancerz mam z tytanu, serce z dawnych lat —
Choć minęły ery, bies we mnie nie zbladł.
Ona nas nazwała robakami przy wszystkich —
Logika mówi "czekaj"... krew mówi "niszcz ich".
W tej samej sekundzie, bez słowa, bez znaku,
Ruszamy obydwaj w szaleńczym ataku.
Nie pada komenda, nie ma wspólnych słów —
Dwie ery Boruty szarżują dziś znów.
Lecz zanim dopadniemy dumnej tej korony,
Z dwóch stron wyrastają piekielne zasłony:
Przed jednym Lucyfer rozpościera cień,
Przed drugim Asmodan — i gaśnie dzień.
DWA BIESY! Dwa gniewy — a cel dziś ten sam!
DWA BIESY! Szarżują na panią dwóch bram!
Nie sojusz, nie przyjaźń, nie układ, nie plan —
To duma Boruty ruszyła na taran!
Asmodan mnie wita uderzeniem bicza,
Śmieje się, że zedrze mi resztki oblicza.
Ryczy: "Zmiażdżę ci kości, zetrę cię na piach!"
Nie wie, że mieszkałem tam, gdzie kończy się strach.
Biłem się z bogami, nim on dostał bicz,
Po wiekach mych tortur jego razy to nic.
Naprzeciw mnie staje sam upadły pan,
Korona ze światła, skrzydła z czarnych ran.
Uderza jak kometa, aż wymiar się gnie,
Pancerz mój trzeszczy, systemy szepczą "źle".
Kalkulacja chłodna nie kłamie mi wcale:
On jest potężniejszy. I bije wytrwale.
Zostaje mi jedno — ostatni mój ruch,
Coś, co przeraziłoby nawet ich dwóch...
DWA BIESY! Dwa gniewy — a cel dziś ten sam!
DWA BIESY! Szarżują na panią dwóch bram!
Nie sojusz, nie przyjaźń, nie układ, nie plan —
To duma Boruty ruszyła na taran!
Ciekawe jak poradzisz sobie z Azathothem...
W końcu widzę to, po co tu przyszliśmy...