CZAS CIRI

Legendy Polskie: Zemsta Upadłych - Odcinek 23 · premiera 2026-08-25

← WSZYSTKIE TEKSTY
Ziemia dudni od marszu umarłych — suną wały za wałami, A naprzeciw otwiera się piekło — legiony za legionami. Dwa przypływy, jedno pole. Zaraz huknie masa w masę. A ja stoję ponad czasem. I wybieram swą fazę. Piekło nie czeka na starcie — wypuszcza swoje legiony, Rogate, skrzydlate mrowie zalewa pole z ich strony. Tną umarłych na kawałki, miażdżą tarcze i sztandary — Bo wróg wierzy w prostą prawdę: każdy padnie. Młody, stary. Padają wskrzeszeni królowie, pęka szereg za szeregiem, Piekło mieli starą gwardię, jak kry mielone brzegiem. Od wieży słychać śmiechy: "glina wraca do gliny." O czasie się nie śmieje. Czas nie zna dobrej miny. A ja robię krok przez nicość — pole łapie mnie w biegu, Staję między umarłymi w najbardziej łamanym szeregu. Unoszę dłonie nad królem bez ręki i bez korony — I cofam mu ostatnią chwilę. Czas płynie w tył. Jest zdziwiony. To nie jest leczenie ran — ja ran nie zaszywam wcale, Ja po prostu mówię chwili: "wróć" — i chwila wraca w chwale. Ramię wraca do barku, sztandar z błota się dźwiga, Cios, co spadł ledwie przed chwilą, teraz z czasem się ściga. Ja jestem panią czasu, co włada nim ciągle, Czas jest dla mnie tym, co na szybie krople! Mogę je ścierać, przesuwać, jak mi się podoba, Więc handlujcie z tym, oh jaka szkoda! Ja jestem panią czasu, co włada nim ciągle, Moja moc was zaora, jak ora się pole! Możecie wciąż zabijać, niszczyć i palić, Mnie to nie rusza, nie ma się czym chwalić! Biegnę wzdłuż pękającej linii i cofam, cofam, cofam, Za mną wstają całe hufce — bitwa gra się od nowa. Piekło sieka coraz gęściej, z coraz większym gniewem — A ja każdą ich robotę wymazuję jednym zewem. I wtedy po drugiej stronie widzę błysk — znajomy, bliski: Ktoś tam też cofa chwile, jakby jadł z jednej miski. Podbiegam — i mnie zatyka, jakby czas sam stanął w progu: To jestem ja. Druga ja. Starsza o parę epok i wrogów. Nie pytamy się o nic — po co pytać samej siebie? Stajemy plecami do siebie, jak dwa świty na niebie. Ona cofa lewe skrzydło, ja odwracam prawą flankę — Piekło morduje w kółko tę samą nieśmiertelną bandę. I to piekło pierwsze pęka — zwalnia, cofa się, dziczeje, Bo jak walczyć z armią, której nigdy nic się nie dzieje? Front staje. Mrowie patrzy, jak wstaje pokos ich pracy. Umarli równają szereg. I ruszają. Jednacy. Z wieży patrzy na to majster — i coś dziwnego się dzieje: Pierwszy raz od startu budowy rytm jego młotów... Truchleje. Mówią, że czas leczy rany. My dwie robimy to szybciej.
▶ POSŁUCHAJ NA YOUTUBE