Byłem tu pierwszy, nim nastał czas i ład
Widziałem kowala, nim zbudował wasz świat
Śmiałem się cicho, gdy kuł słońca blask
Bo każdy płomień zgaśnie, nim przeminie czas
Patrzyłem z pustki jak życie się pnie
Jak podła iluzja co wkrótce zgnije
Czekam od eonów, znam wasze modlitwy
Nadszedł czas końca, koniec tej gonitwy
Zwą mnie Czarnobóg, jestem końcem i trwogą
Wasz biały porządek jest moją podłogą
Jestem pradawnym w sercu pustki i zgnilizny
Synonimem nocy, ojcem nicości i blizny
Zwą mnie Czarnobóg, niosę ciszę i chłód
Wasz cały wszechświat to mój przegniły płód
Wracam by zniszczyć tę iluzję istnienia
Nie będzie litości, nie będzie zbawienia
Mówicie miłość, ja widzę strach przed stratą
Mówicie nadzieja, ja pogardzam tą szmatą
Wasz każdy uśmiech to skrywany płacz
Tacy jak wy to żaden dla mnie gracz
Jesteście formą co tęskni do pyłu
Hałasem co marzy o ciszy i stylu
Ja wam oferuję ostateczny dar
Spokój nicości co gasi każdy żar
Wołane przeze mnie wylegną z czeluści
Koszmary i zmory, demony bez litości
Moja prastara Marzanna przyniesie wam lód
Nocnica wyssie z waszych dzieci miód
Wasz światły panteon to domek z kart
Jeden mój oddech i skończy się ten żart
Więc — do słońca co blednie i kona
Bo nadchodzi wieczna noc przeze mnie stworzona
Wszystko zniknie, nie będzie już niczego (będzie już niczego)
Anihilacja wszystkiego i każdego (i każdego)
Nicość i mrok zebrane przez eony lat (la-la-lat)
Rzucę wszystko na wasz cały świat
Więc oczekujcie nadejścia mych legionów
Rozpocznijmy wojnę planowaną od eonów
Szykujcie się na totalną apokalipsę
Osobiście ją swą dłonią wnet podpiszę
Zwą mnie Czarnobóg, jestem końcem i trwogą
Wasz biały porządek jest moją podłogą
Jestem pradawnym w sercu pustki i zgnilizny
Synonimem nocy, ojcem nicości i blizny
Zwą mnie Czarnobóg, niosę ciszę i chłód
Wasz cały wszechświat to mój przegniły płód
Wracam by zniszczyć tę iluzję istnienia
Nie będzie litości, nie będzie zbawienia