CIRI PANI CZASU

Legendy Polskie: Zemsta Upadłych (Sezon 9) — Odcinek 23

← wszystkie teksty
ziemia dudni od marszu umarłych — suną wały za wałami, a naprzeciw otwiera się piekło — legiony za legionami. dwa przypływy, jedno pole. zaraz huknie masa w masę. a ja stoję ponad czasem. i wybieram swą fazę. piekło nie czeka na starcie — wypuszcza swoje legiony, rogate, skrzydlate mrowie zalewa pole z ich strony. tną umarłych na kawałki, miażdżą tarcze i sztandary — bo wróg wierzy w prostą prawdę: każdy padnie. młody, stary. padają wskrzeszeni królowie, pęka szereg za szeregiem, piekło mieli starą gwardię, jak kry mielone brzegiem. od wieży słychać śmiechy: "glina wraca do gliny." o czasie się nie śmieje. czas nie zna dobrej miny. a ja robię krok przez nicość — pole łapie mnie w biegu, staję między umarłymi w najbardziej łamanym szeregu. unoszę dłonie nad królem bez ręki i bez korony — i cofam mu ostatnią chwilę. czas płynie w tył. jest zdziwiony. to nie jest leczenie ran — ja ran nie zaszywam wcale, ja po prostu mówię chwili: "wróć" — i chwila wraca w chwale. ramię wraca do barku, sztandar z błota się dźwiga, cios, co spadł ledwie przed chwilą, teraz z czasem się ściga. ja jestem panią czasu, co włada nim ciągle, czas jest dla mnie tym, co na szybie krople! mogę je ścierać, przesuwać, jak mi się podoba, więc handlujcie z tym, oh jaka szkoda! ja jestem panią czasu, co włada nim ciągle, moja moc was zaora, jak ora się pole! możecie wciąż zabijać, niszczyć i palić, mnie to nie rusza, nie ma się czym chwalić! biegnę wzdłuż pękającej linii i cofam, cofam, cofam, za mną wstają całe hufce — bitwa gra się od nowa. piekło sieka coraz gęściej, z coraz większym gniewem — a ja każdą ich robotę wymazuję jednym zewem. i wtedy po drugiej stronie widzę błysk — znajomy, bliski: ktoś tam też cofa chwile, jakby jadł z jednej miski. podbiegam — i mnie zatyka, jakby czas sam stanął w progu: to jestem ja. druga ja. starsza o parę epok i wrogów. nie pytamy się o nic — po co pytać samej siebie? stajemy plecami do siebie, jak dwa świty na niebie. ona cofa lewe skrzydło, ja odwracam prawą flankę — piekło morduje w kółko tę samą nieśmiertelną bandę. i to piekło pierwsze pęka — zwalnia, cofa się, dziczeje, bo jak walczyć z armią, której nigdy nic się nie dzieje? front staje. mrowie patrzy, jak wstaje pokos ich pracy. umarli równają szereg. i ruszają. jednacy. z wieży patrzy na to majster — i coś dziwnego się dzieje: pierwszy raz od startu budowy rytm jego młotów... truchleje. mówią, że czas leczy rany. my dwie robimy to szybciej.
▶ Posłuchaj na YouTube