Totalna destrukcja, moc anihilacji
Zstępuję z góry w celu likwidacji
Zostanie tylko ogień i pożoga
Żaden z was się już żywy nie uchowa
Wkurzyliście Boga mroku ostatecznego
Zdeptaliście jego odwieczne ego
Czas zrobić z wami w końcu porządek
Poczujcie moc władcy mrocznych potęg
Jam jest Czarnobóg, początku przeznaczenie
Jam jest pustką co przynosi zapomnienie
Wasze światło to błąd, wasz świat to anomalia
Dziś naprawię ten świat, czeka was anihilacja
Każdy wasz Bóg, każda wasza modlitwa
Skończy w mej czerni, to ostateczna bitwa
Nie ma litości, nie ma drogi ucieczki
Jestem waszym końcem, zetrę was z tej ścieżki
Patrzę na Jaryłę, co myśli że jest życiem
Jego nędznych kwiatków będzie słychać jeno wycie
Widzę Dziewannę co myśli że jest łowcą
Dziś sama stanie się mą bezbronną owcą
A Swarożyc, ten płomyk co zwą go nadziejąZgaszę go dmuchnięciem, niechaj inni drżeją
Myśleliście że Bogowie zmienią losy tej wojny
Ja jestem Bogiem bogów, bezlitosnym, niespokojnym
Lecz nim zdążył zadać cios, nim zaczął swą zagładę
Nagle całe niebo rozdarło białą lawę
To nie był zwykły piorun, to pęknięcie świata
Nie tylko Czarnobóg ma swojego kata
Z tego światła wyszedł Bóg co ma cztery twarze
By patrzeć w każdą stronę na to co los pokaże
To Światowid, Pan Losu, co widzi wszystko z góry
Dość tego bracie, grzmi, zbyt krwawe są te chmury
Czarnobóg w furii syknął, jak śmiesz stawać mi na drodze
Lecz nim zdążył dokończyć poczuł ból w swej nodze
Ziemia pod nim ryczy, pęka w szale i rozpaczy
Z gleby strzelają pnącza co go chcą zahaczyć
Na kolana w kajdanach z korzeni i kamienia
To Mokosz, serce świata, co właśnie się wyłania
Niszczysz mój dom plugawy panie pustki
Dziś poznasz gniew ziemi, mej ukochanej córki x2
Tak więc stanęli razem, przeznaczenie i natura
Przeciwko Bogu pustki co jest jak czarna dziura
Światowid widzi każy cios nim ten zostanie zadany
A Mokosz ciałem ziemi blokuje wszystkie plany
On jest strategiem co czyta ruchy wroga z góry
Ona jest wykonawcą co tworzy naturalne mury
Nie mogą go pokonać, jego moc jest zbyt olbrzymia
Ale walczą, trzymają go, to ostateczna misja
Czarnobóg ryczy w furii, rozrywa korzenie
Jego mrok pochłania światło, sieje spustoszenie
Jak śmiecie wy strażnicy starej, nudnej struktury
Ja jestem końcem, jestem pustką, niech runą wasze mury
Zbiera w sobie całą moc, całą nicość wszechświata
Bariera Mokosz pęka, Wzrok Światowida opada
Ich opór był daremny, lecz kupił cenny czas
Bo wtem z nieba spływa on, niosąc bieli blask