Mówią o mnie diabeł, bies, wcielenie zła
A ja po prostu lubię smak czystego dna
W lochach pod Łęczycą, gdzie wilgoć ściany liże
Czekam na tych durniów, co śmierć swą widzą chytrze
Siedze tu na skarach co je wieki kryły bagna
Każda ludzka dusza to widokówka ładna
Myślą, że mnie przejrzeli, że oszukają czarta
Każda taka próba jest wielkiego ciula warta
Jam jest Boruta, koszmar wasz i karczmarzy
Szlachcic z piekła rodem, bez żadnej skazy
Dla ciebie mój kliencie, co chcesz sprzedać duszę
Napiję się z tobą i wrogów uduszę
Spełnię marzenia jakie by nie były
Niech twej bezsilności opadną już pyły, opadną już pyły
Był tu taki jeden magik z Krakowa miasta
Myślał, że jest sprytny, że pycha mu narasta
Dałem mu potęgę, na kogucie go nosiłem
I przez lata całe cierpliwie go wodziłem
W cyrografie Rzym wpisał, myślał nie dam rady
Jak karczmarz ma na imię, nie ma na to rady
Gdy go brałem w pęta, do Boga się unosił
Lecz i tak na księżycu o litość będzie prosił
Jam jest Boruta, koszmar wasz i karczmarzy
Szlachcic z piekła rodem, bez żadnej skazy
Dla ciebie mój kliencie, co chcesz sprzedać duszę
Napiję się z tobą i wrogów uduszę
Spełnię marzenia jakie by nie były
Niech twej bezsilności opadną już pyły
Pycha kroczy przed upadkiem, tak wam mówią wciąż kapłani
A wy dalej w to brniecie moi mali, ukochani
Każdy z was chce być Bogiem, każdy chce oszukać los
A na końcu i tak każdy trafi na mój bagien stos
Jam jest Boruta, koszmar wasz i karczmarzy
Szlachcic z piekła rodem, bez żadnej skazy
Dla ciebie mój kliencie, co chcesz sprzedać duszę
Napiję się z tobą i wrogów uduszę
Spełnię marzenia jakie by nie były
Niech twej bezsilności opadną już pyły, opadną już pyły