Białobóg

Czas Mroku (Sezon 2)

← wszystkie teksty
Bariera Mokosz pękła, Światowida wzrok już zgasł Czarnobóg ryczał śmiechem, nadszedł ostateczny czas Uniósł swą dłoń z nicości, by zakończyć tę agonie Lecz nagle całe pole bitwy w czystym, białym ogniu płonie Z nieba spada postać będąca światłem i porządkiem Staje on wśród Bogów, będąca mroku epilogiem Jego głos to cisza, co rozdziera chaosu krzyk Koniec tego bracie, swe ego zbastuj w mig Czarnobóg zamarł w szoku, wzrok palił się czystą furią Jak śmiesz mnie pouczać ty, coś jest iluzją Lecz nim skończył swe słowa, Białobóg ruszył w bój Jego pięść to kometa co rozbija mroczny strój Zderzenie ich potęgi wstrząsa posadą świata Eksploduje czerń i biel, to jest dla nich zapłata Zaczyna się taniec, Bogów ostateczna potyczka Gdzie każdy cios to wyrok, a unik to pożyczka Białobóg kontra Czarnobóg, odwieczna walka trwa Stworzenie kontra pustka, to dla nich jest jak gra To nie jest bój o ziemie, to jest wojna o istnienie Gdzie siła równa sile, a stawką przeznaczenie Tytaniczna furia co rozrywa nieboskłon Każdy z nich chce zakończyć ten śmiertelny gon To jest bitwa ostateczna, to jest sądny dzień Lecz żaden nie odpuści, w niezłomną grają grę Mokosz wstaje z kolan, jej ciałem płynie moc Bracie walczymy z tobą przez tę nadjłuższą moc Ziemia ryczy na nowo, korzenie chwytają mrok By dać Białobogowi szansę na kolejny krok Światowid otwiera oczy, jego cztery twarze płoną Widzę lukę w jego gardzie, uderz w stronę odsłonioną On jest strategiem, ona jest żywą, świętą tarczą Wspierają swego brata, gdy z furią na siebie warczą Białobóg słucha rady, jego cios jest jak z bicza Uderza czystym światłem w pancerz przeciwnika Czerń pęka, syczy w bólu, Czarnobóg cofa się w tył Pierwszy raz od eonów w końcu zraniony był To nie jest zwykła siła, to jest esencja tworzenia Dla Boga anihilacji jest źródłem cierpienia Triumf jest o krok, światło prawie wygrało Lecz ego czarnej bestii właśnie się przebudzało Czarnobóg ryczy głosem, co rozrywa samą duszę Myśleliście że to wszystko, ulepszę własną duszę Z jego ciała strzela czysta, skoncentrowana nicość Co pochłania światło, co niszczy każdą miłość Odrzuca Mokosz siłą, co wyrywa drzewa z ziemi Oślepia Światowida co patrzył oczyma wśród bieli Uderza w Białoboga, ich moce znów są równe To jest wieczna walka, epickie starcie absolutne I tak walczą w uścisku na zniszczonym świata progu Brat przeciwko bratu, Bóg przeciwko Bogu Żaden nie może wygrać, żaden nie chce się poddać Na każdy cios światłości czerń musi swoim oddać Bitwa trwa, ziemia płacze, czas się zatrzymał W biegu, cały wszechświat patrzy na ten pojedynek, Z brzegu, czekając na cud, na siłę co przeważy tę szalę Na moc której Bogowie sami nie znają wcale (nie znają wcale)
▶ Posłuchaj na YouTube