Bariera Mokosz pękła, Światowida wzrok już zgasł,
Czarnobóg ryczał śmiechem, nadszedł ostateczny czas!
Uniósł swą dłoń z nicości, by zakończyć tę agonię,
Lecz nagle całe pole bitwy w czystym, białym ogniu płonie!
Z nieba spada postać, będąca światłem i porządkiem!
Staje między bogami, zwiastując ostateczny rozpieprz!
Jego głos to cisza, co rozdziera chaosu krzyk:
"Koniec tego, bracie! Swe ego zbastuj w mig!".
Czarnobóg zamarł w szoku, wzrok pałił się czystą furią,
"Jak śmiesz mnie pouczać, ty, co jesteś tylko iluzją?!".
Lecz nim skończył swe słowa, Białobóg ruszył w bój!
Jego pięść to kometa, co rozbija mroczny strój!
Zderzenie ich potęgi wstrząsa posadą świata!
Eksploduje czerń i biel, to jest dla nich zapłata!
Zaczyna się taniec bogów, ostateczna potyczka!
Gdzie każdy cios to wyrok, a unik to pożyczka!
Białobóg kontra czarnobóg! Odwieczna walka trwa!
Stworzenie kontra Pustka! To dla nich jest jak gra!
To nie jest bój o ziemię, to jest wojna o istnienie!
Gdzie siła równa sile, a stawką przeznaczenie!
Tytaniczna furia, co rozrywa nieboskłon!
Każdy z nich chce zakończyć ten śmiertelny gon!
To jest bitwa ostateczna, to jest sądny dzień!
Lecz żaden nie odpuści, w niezłomną grają grę!
Mokosz wstaje z kolan, jej ciałem znów płynie moc!
"Bracie, walczymy z tobą przez tę najdłuższą noc!".
Ziemia ryczy na nowo, korzenie chwytają mrok!
By dać Białobogowi szansę na kolejny, celny krok!
Światowid otwiera oczy, jego cztery twarze płoną!
"Widzę lukę w jego gardzie! Uderz w stronę odsłonioną!".
On jest strategiem, ona jest żywą, świętą tarczą!
Wspierają swego brata, gdy z furią na siebie warczą!
Białobóg słucha rady, jego cios jest jak z bicza!
Uderza czystym światłem w pancerz przeciwnika!
Czerń pęka, syczy w bólu, Czarnobóg cofa się w tył!
Pierwszy raz od eonów, w końcu zraniony był!
To nie jest zwykła siła, to jest esencja tworzenia!
Dla boga anihilacji jest źródłem cierpienia!
Triumf jest o krok, światło prawie wygrało!
Lecz ego Czarnej Bestii właśnie się przebudzało!
Czarnobóg ryczy głosem, co rozrywa samą duszę!
"Myśleliście, że to wszystko?! Ulepszę własną duszę!".
Z jego ciała strzela czysta, skoncentrowana nicość!
Co pochłania światło, co niszczy każdą miłość!
Odrzuca Mokosz z siłą, co wyrywa drzewa z ziemi!
Oślepia Światowida, co patrzył oczyma wśród bieli!
Uderza w Białoboga, ich moce znów są równe!
To jest wieczna walka, epickie starcie absolutne!
I tak walczą w uścisku, na zniszczonym świata progu,
Brat przeciwko bratu, bóg przeciwko bogu.
Żaden nie może wygrać, żaden nie chce się poddać,
Na każdy cios światłości, czerń musi swoim oddać.
Bitwa trwa, a ziemia płacze, czas się zatrzymał w biegu,
Cały wszechświat patrzy na ten pojedynek z brzegu...
Czekając na cud, na siłę, co przeważy tę szalę...
Na moc, której nawet bogowie nie znają wcale...