Nigdy nie wydał głosu. Ani jednego słowa. (oooooo)
Śnił — milczał. Służył — milczał. Niema boska głowa.
Dwa głosy nim szarpały — jeździec i gadzina, (oooooo)
A on milczał, jak milczała każda jego godzina!
Aż nagle kark się wygiął — chomąto w strzępach leży,
Boruta z przyszłości leci z karku jak z wieży.
Jedno wzruszenie grzbietu — i bebok leci w mrok,
Kołysanka urwana. Cisza. Jeden krok.
Rusza — a zamarłe piekło idzie w drzazgi,
Miliony dla innych — dla niego to drobiazgi.
Lucyfer zmyka w górę, Asmodan w błoto siada —
Tak wygląda wolność, gdy się z łańcucha spada.
I nagle staje w miejscu, unosi łeb do nieba,
Eony lat milczenia — więcej mu nie trzeba.
Drga gardło, którym nigdy nie płynęło słowo —
Piekło wstrzymuje oddech. Bóg zaczyna mową:
"WYBIERAM SAM SIEBIE! — pierwsze moje słowa!
WYBIERAM SAM SIEBIE! — niech drży każda korona!
Nie jestem niczyj młot, nie jestem niczyj koń —
Kto sięgnie po chomąto, temu urwę dłoń!"
Rusza dalej w szale — i nagle... staje znów.
Przed nim z przeszłości bies — bez strachu i bez słów.
Tytan przechyla łeb. Coś w ślepiach mu drga —
Jakby poznał echo... jakby coś z dna.
Chwila długa jak wieczność. Potem kręci głową
I odwraca się w stronę wzgórza — za królową.
"WYBIERAM SAM SIEBIE! — pierwsze moje słowa!
WYBIERAM SAM SIEBIE! — niech drży każda korona!
Nie jestem niczyj młot, nie jestem niczyj koń —
Kto sięgnie po chomąto, temu urwę dłoń!"
Na wzgórzu gaśnie uśmiech pani dwóch światów —
Wolny bóg idzie ku niej. Bez panów. Bez batów.
Lilith! To koniec zniewolenia!